Święty Mikołaj w spódnicy, czyli mama w pracy

Święty Mikołaj w spódnicy, czyli mama w pracy

Autor: Onas
15 czerwiec 2018 / PRZYKŁADY DOBRYCH PRAKTYK

Rozmowa z Joanną Paciorek, wiceprezesem i dyrektorem Fundacji Świętego Mikołaja,  szefową wydawnictwa Teologii Politycznej, mamą czwórki dzieci, autorką książki Mama w pracy

 

- Pani Joanno, od 20 lat pomagacie ludziom, szczególne miejsce zajmuje w Waszych działaniach edukacja młodzieży. Przeprowadziła Pani kilkadziesiąt kampanii społecznych, jakie były początki Fundacji Świętego Mikołaja?

- Pracowaliśmy z Dariuszem Karłowiczem w agencji reklamowej. Któregoś dnia Darek znalazł w biurze księgowym ulotkę Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci. Przyniósł ją i zapytał: Joasiu, może byśmy zrobili coś dobrego? Co mogliśmy zrobić? Wpłacić parę złotych? Postanowiliśmy podejść do tego inaczej. Skoro byliśmy specjalistami od marketingu i reklamy, zaproponowaliśmy Hospicjum, że zrobimy dla nich kampanię promocyjną. Mieliśmy wrażenie, że nie do końca wiedzieli, o czym mówimy, ale się zgodzili. Przygotowaliśmy wielką akcję, angażując przyjaciół, znajomych, naszych współpracowników z agencji – bilbordy, filmy, reklamę radiową. Z pomocą domu mediowego namówiliśmy media, żeby materiały emitowały bezpłatnie. W tej „pierwszej kampanii” zebraliśmy ok. 900 tys. zł, mnóstwo pieniędzy - był rok 1998. Okazało się, że nie było to takie trudne. Potem pojawiło się stowarzyszenie Tęcza, zajmujące dziećmi niewidomymi ze sprzężoną niepełnosprawnością. To dzieci, których rodzice mówią, że jeśli słyszą, że niewidome dziecko  jest niepełnosprawne, to dla nich to dziecko jest zdrowe. Te dzieci są bardzo ciężko chore. Dla nich zrobiliśmy podobną akcję  jak dla Hospicjum.

- Cały czas pracowaliście zawodowo, pomocą zajmowaliście się po pracy?

- Najpierw w agencji, potem w korporacji, Hospicjum pomagaliśmy przez 5 lat. Pojawił się też następny pomysł – pomoc polskim dzieciom na Litwie. Zrobiliśmy piękną kampanię dla Polskiej Akcji Humanitarnej. Dzieci w sielskich litewskich pejzażach recytowały Pana Tadeusza. To był rok 2000. Równolegle powstawała kampania „Bohaterowie naszej Wolności”. 

- Kto był inicjatorem tych akcji, skąd się brały pomysły? 

- Pomysły rodzą się głowie Darka, a ja próbuję je przełożyć na konkrety, taki ustalił się między nami naturalny podział. Plakaty „Poświęć życie za Ojczyznę” pokazały się nie tylko w Warszawie, pojawiły się w całej Polsce, a po kilku dniach – portrety naszych bohaterów, począwszy od I wojny światowej. Odszukaliśmy 20 bohaterów, wśród nich był jeszcze uczestnik I wojny światowej gen. Stefan Tarnawski „Tarło”. Zorganizowaliśmy wystawę na Zamku Królewskim. To była głośna akcja, która zapoczątkowała dyskusję nad kształtem współczesnego patriotyzmu. W międzyczasie Marek A. Cichocki i Dariusz Karłowicz przygotowali pierwszy rocznik Teologii Politycznej. To był bodziec, żeby zarejestrować fundację. Wydawać czasopismo może tylko podmiot prawny. I tak  działająca kilka lat nieformalna grupa  zarejestrowała fundację.

fot. Małgorzata Rutkiewicz/Fundacja Świętego Mikołaja

 

- Jak duża była ta nieformalna grupa? Kto założył Fundację Świętego Mikołaja?

- Nas, założycieli, było dwoje, ja i Dariusz Karłowicz. Były też setki, często tysiące osób, które pomagały, fotografowie, reżyserzy, graficy, scenografowie, uczniowie, mnóstwo naprawdę dobrych ludzi. Ja wtedy spodziewałam się pierwszego dziecka – na świat przyszło ich dwoje – byłam na urlopie macierzyńskim. Miałam trochę czasu, by zająć się formalnościami, wtedy przeszliśmy całą drogę rejestracji fundacji. Nie mieliśmy jeszcze biura, spotykaliśmy się w kawiarniach, organizowaliśmy wszystko telefonicznie i mailowo. 

- W którym to było roku?

-  2002. Pierwsza kampania to był rok 1998, cztery lata działaliśmy więc nieformalnie. Chcieliśmy też sami zrobić projekt na rzecz rodziny pod hasłem „Grunt to rodzina” dla rodzinnych domów dziecka. Zwróciliśmy uwagę na tę formę, bo wydawała nam się niezwykła. To była pierwsza kampania pod szyldem Fundacji Świętego Mikołaja, wcześniej robiliśmy akcje z innymi organizacjami.

- Wróćmy więc do pytania, skąd się wzięła nazwa?

- Wysyłając materiały do mediów, padało pytanie, kto wysyła, musieliśmy więc mieć metryczkę. Darek wymyślił Agencję Świętego Mikołaja. I tak zostało. Przy rejestracji Fundacji mieliśmy różne pomysły, ale uznaliśmy, że św. Mikołaj to dobry patron. Mieliśmy na myśli biskupa, który według legendy pomagał dyskretnie, np. podrzucając złote kule pannom bez posagu, żeby ocalić ich cnotę. Pomoc i rozwaga. Dostaliśmy pierwsze nagrody, które pozwoliły nam się rozwijać. Wynajęliśmy się małe biuro, pokoik z widokiem na śmietnik, w sąsiedztwie była melina. Ale byliśmy przeszczęśliwi. To był nasz start jako fundacji, pojawili się pierwsi pracownicy. Wtedy też przyjęliśmy zaproszenie do ważnego dla nas projektu – do współpracy z Fundacją „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Przez 9 lat, od śmierci Jana Pawła II do kanonizacji, organizowaliśmy kampanię społeczną wokół Dnia Papieskiego. Teraz już przejęli to wychowankowie Fundacji – stypendyści i absolwenci. Jesteśmy dumni z tego projektu.

- W ten sposób przekazaliście pałeczkę...

- Powoli też rozwijaliśmy naszą działalność. W 30. rocznicę wydarzeń sierpniowych uruchomiliśmy program stypendialny dla uczniów szkół podstawowych i średnich, wtedy pod nazwą „Solidarni”, teraz Stypendia Fundacji św. Mikołaja. To jeden z naszych ważniejszych projektów. Jest unikatowy. Zdecydowaliśmy, że aby program był trwały, nie powinien być zarządzany centralnie, tylko lokalnie. Współpracujemy więc ze szkołami i to szkoły zbierają środki na stypendia, a my udostępniamy im całą platformę do składania wniosków, wypłat itp.

- Czy chętnie wchodzą w ten projekt i jak sobie radzą ze zbieraniem funduszy? Ile szkół bierze udział w programie stypendialnym? 

- Bardzo różnie, są szkoły bardzo zainteresowanie akcją, ale też takie, których absolutnie ten projekt nie interesuje. Najwięcej jest średnio zainteresowanych, potrafiących zebrać środki na  jedno stypendium dla ucznia z niezamożnej rodziny i to jest bardzo dużo. Szkoły zbierają środki np., organizując kwesty podczas festynów. Stypendia są przyznawane na cały rok szkolny od 4 klasy szkoły podstawowej do ukończenia liceum. Szkoła sama decyduje, komu przyzna stypendium i jakiej wysokości. Mamy podpisane umowy z ponad 280 szkołami. 

- W jakim regionie jest największe zainteresowanie stypendiami?

- Na Podkarpaciu. Mamy też różne mechanizmy zachęcające i wspierające, np. dopłacamy szkołom drugie tyle co zbiorą. Są to środki pozyskane na program stypendialny od sponsorów bez wskazania konkretnej szkoły. Darczyńcy są hojni. W grudniu ub. roku  przeprowadziliśmy kampanię z Programem III PR i zebraliśmy prawie milion zł. To stabilizuje program, możemy zapraszać kolejne szkoły. Z tych funduszy szkolimy też nauczycieli. Co roku również nagradzamy najbardziej aktywne szkoły na gali w Pałacu w Wilanowie pod patronatem małżonki Prezydenta.

fot. Małgorzata Rutkiewicz/Fundacja Świętego Mikołaja

 

- Nowym ciekawym projektem  Fundacji jest Akademia Liderów...

- Wydaje nam się, że w Polsce jest duży problem, gdyż system edukacji nie zapewnia wiedzy, która jest potrzebna w dorosłym życiu – zarządzania projektami. Młodzi ludzie mają wiele wspaniałych pomysłów, ale od pomysłu do realizacji jest daleka droga. Co robimy? Zapraszamy młodzież w wieku 16-18 lat, która ma pomysły na projekty społeczne. Zgłaszają swoje projekty, wybieramy najlepsze. Potem zapraszamy w lecie na 10 dni bardzo intensywnych warsztatów, gdzie ich uczymy, jak zrobić harmonogram, zdobyć sponsorów, pracować z mediami, współpracować z wolontariuszami - jak z pomysłu zrobić projekt. Wracają do siebie, ale każdy ma swojego tutora, który pomaga w realizacji, czasem projekty ewoluują i - aby je zakończyć - trzeba zmienić rozwiązanie. Następnie spotykamy się w zimie. Przyjeżdżają nasi młodzi liderzy, pokazują, co udało się im zrobić. To naprawdę niezwykłe.

- Czy młodzież chętnie się zgłasza do Fundacji ze swoimi pomysłami?

- Co roku mamy kilkadziesiąt projektów, w zależności od możliwości finansowych wybieramy ich od 30 do 50. W tym roku jest IV edycja Akademii i właśnie wybraliśmy nową grupę licealistów i uczniów techników.

- A koszty, sponsorzy?

- Cóż, są duże. Ośrodki, wyjazdy, ale czasami udaje się np. dzięki sponsorom zorganizować dla młodych liderów niezwykły wyjazd,  np. rejs po Morzu Śródziemnym na żaglowcu Pogoria.

- Ile projektów jest realizowanych?

- Absolutnie wszystkie. Ale najbardziej niesamowite jest to, jak zmieniają się młodzi, gdy uda im się zrealizować swoje projekty, a są to duże rzeczy, np. koncerty dla kilkuset osób, wystawy, gry miejskie czy zajęcia dodatkowe dla dzieci przez cały semestr. Projekty są bardzo różnorodne, historyczne, społeczne, dla seniorów, dla dzieci.

- Czy wszystkie akcje robicie sami, czy też współpracujecie z innymi organizacjami?

- Zdecydowanie współpracujemy. Współpracowaliśmy z Fundacją „Dzieło Nowego Tysiąclecia”,  z Caritas Polska, współpracujemy z fundacjami korporacyjnymi, z Fundacją BOŚ BANKU. Bardzo nam pomogła Fundacja WBK, dzięki niej wystartował portal stypendialny, WBK sfinansował też cały system informatyczny. Do tej pory udostępnia nam produkt bankowy, na którym funkcjonuje system stypendialny. To duże wsparcie. Przez wiele lat współpracowaliśmy też z firmą IKEA, z którą organizowaliśmy przez lata program stypendialny „Na rodzinę można liczyć”. IKEA urządziła nam też całe nasze biuro, co było dla nas ogromną pomocą. 

- Ile osób pracuje w Fundacji?

- Na etacie jest teraz 5 osób, 2 przebywają na urlopach wychowawczych. Mamy za to mnóstwo współpracowników i wolontariuszy

- Pani Joanno, do tej pory rozmawiałyśmy o Fundacji, ale sukcesy Fundacji to przede wszystkim ogromna praca i zaangażowanie Pani jako jej współzałożycielki, wiceprezesa i dyrektora. Czy łatwo łączyć pracę, pasję i życie rodzinne? Ma Pani czwórkę dzieci. Trochę pisze o tym Pani w książce Mama w pracy.

 - To zbiór różnych historii, anegdot z życia codziennego. Próbuję łączyć lepiej czy gorzej wszystkie wątki życia. Nie jest to proste, a udaje się to dzięki silnej rodzinie. Po pierwsze mąż jest bardzo zaangażowany w wychowanie dzieci, dom. Dzieci, bliźniaki, Stefan i Franek, mają po 16 lat, Rysio 11, a Janeczka 5. Starsze włączają się w obowiązki domowe. Szczęśliwie bardzo pomaga mi moja mama. Rodzina to fundament. Kobiety chcą być doskonałe, ja w tej książce pokazuję, że tak do końca się nie da, że trzeba sobie czasami odpuścić. Mam nadzieję, że moja książka doda otuchy wielu mamom, które myślą, że inne mają łatwiej. Mimo wielu codziennych problemów do życia trzeba podchodzić z optymizmem, uśmiechem, humorem.

- Ważne też jest realizowanie swoich pasji, a Pani pasją jest prowadzenie Fundacji, pomoc innym, a i dzieci cieszą się, widząc szczęśliwą mamę... 

- Zdecydowanie Fundacja jest moim 5. dzieckiem. Teraz, gdy dzieci są starsze, jest już łatwiej. Po urodzeniu Janeczki byłam 3 lata w domu. W Fundacji zrobiliśmy kampanię  „Mama w pracy” i badaliśmy różne aspekty łączenia macierzyństwa i pracy. Kobiety wcale nie marzą o powrocie do pracy bezpośrednio po urodzeniu dziecka. Idealnym czasem, jaki kobiety chcą poświęcić dziecku, to 3 lata. Ale życie jest brutalne i z powodów finansowych wracają najczęściej po roku do pracy.

W książce staram się pokazać, że mimo wszystkich codziennych kłopotów macierzyństwo jest piękne. Że w życiu jest czas na intensywną pracę, przychodzą dzieci, zatrzymujemy się, a potem z ogromną energią znów wracamy do pracy. 

- A jakie są najbliższe plany Fundacji i oczywiście marzenia?

- Marzenie – żeby się pojawił milioner i wsparł Fundację, abyśmy mogli swobodnie realizować nasze projekty… Co do planów, chcemy rozwijać program stypendialny, kontynuować Akademię Liderów, rozwijać program Teologii Politycznej. Mamy też dużo pomysłów na nowe rzeczy. 

- Teologia Polityczna to nie tylko rocznik, ale książki i organizowane wokół nich wydarzenia...

- W ramach Teologii wokół książek realizujemy różne wydarzenia rocznicowe dotyczące wartości ponadczasowych, filozoficzno-teologicznych – kultura i sprawy ostateczne czy polityka z perspektywy rzeczy ostatecznych. To motyw przewodni.  W ub. roku był to m.in. Festiwal Conradowski. Teraz mamy cykl seminariów z Antonim Liberą i wiele innych. Planujemy przygotowanie cyklu wydarzeń związanych z rokiem Herberta. Na nasze imprezy przychodzą zarówno ludzie starsi, jak i studenci czy wolontariusze z liceów. Mamy też mnóstwo planów wydawniczych. Prowadzimy tygodnik internetowy tworzony przez zespół młodych ludzi. Pomysłów nam nie brakuje.

- Rozpoczęliście też nowy program pomocy „Pomóż dzieciom z Aleppo wrócić do szkoły”. Czy może Pani coś o nim powiedzieć?

- Akcję tę prowadzimy we współpracy z radiową Trójką. Nie jest to proste, terytorium Syrii jest objęte wojną, ale – dzięki współpracy z partnerami lokalnymi - udało nam się uruchomić program stypendiów dla studentów, świetlicę edukacyjną, niedługo otwieramy drugą. Odbudowujemy boisko, plac zabaw. Myślimy o pomocy dla Polaków na Ukrainie.

- Bardzo Pani dziękuję za rozmowę, życzę zrealizowania pomysłów i mnóstwa dobrych ludzi do pomocy

 

Rozmawiała Bogusława Radziwon

 

https://mikolaj.org.pl/



Komentarze EKSPERTÓW


Brak wyników.

Najnowsze wątki


Informujemy, iż korzystamy z informacji zawartych w plikach cookies. Użytkownik może kontrolować pliki cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies