eska - ludzie myślcie, to nie boli....

Statystyki bloga:
Wizyty: 13394
Liczba postów: 67
Liczba komentarzy: 625

Drugi ciamajdan szczęśliwie za nami


Emocje powoli opadają. Europa z zemsty za niepowodzenie przyłożyła nam zakazem ratowania Puszczy Białowieskiej, reszta to już tylko popiskiwania totalnej opozycji, a ciamajdan pojechał na wakacje. Uspokoiło się.
Paradoksalnie zarówno ten pierwszy, grudniowy jak i ten lipcowy zorganizowały się błyskawicznie, wykorzystując potknięcia obozu władzy. W grudniu to była (całkiem rozsądna) próba ograniczenia samowoli dziennikarskiej w sejmie, w lipcu przepisy w ustawie o SN, dające zbyt duże uprawnienia ministrowi sprawiedliwości, które Ziobro jednak (?) złagodził przed głosowaniem. Obie akcje miały ten sam pretekst – rzekome zagrożenie podstawowych wolności obywatelskich. Pretekst grudniowy był tak grubymi nićmi szyty, że nie wywołało to zbyt dużego odzewu, ale i tak zadyma była niezła. Pretekst lipcowy był, niestety, lepiej oparty na działaniach obozu władzy i dlatego ruchawka przybrała obrót dość niebezpieczny, a oprócz zorganizowanych „obywateli” do protestu dołączyła spora część ludzi młodych, którzy żądali zmian instytucjonalnych, a nie tylko personalnych. Oczywiście można się z nimi nie zgadzać w zupełności co do bieżącej oceny sytuacji politycznej, niemniej jednak samo hasło jest nośne i przynajmniej w założeniach słuszne.
Jak widzimy z powyższego, Zjednoczona Prawica nie może sobie pozwolić na najmniejsze potknięcie (czyli nie może ani na chwilę rezygnować z pełnej mobilizacji), bo opozycja to nie tylko to, co widać, ale także odpowiednie ośrodki, także zagraniczne, które cały czas monitorują każdy ruch i w każdej chwili są gotowe rzucić potężne pieniądze na wywołanie następnej ruchawki. 

Drugi ciamajdan był o tyle bardziej niebezpieczny, że wykorzystał (naturalną w przypadku tak trudnej reformy) różnicę zdań wewnątrz obozu władzy w politycznej ocenie sytuacji. Ciamajdan się skończył, ale efekt w postaci rozchwiania elektoratu prawicowego pozostał. Wykorzystano do tego znakomicie zakodowany niejako w podświadomości tego elektoratu strach przed podziałami, będący naturalnym następstwem wcześniejszych doświadczeń związanych z rozbijaniem prawicy.
Co charakterystyczne – najgorzej i najostrzej zareagowali ludzie mediów i niektórzy, niezbyt mądrzy politycy, natomiast zwykły elektorat przyjął to dość spokojnie, czego dowodem fakt, że jakoś nie wyszły próby organizowania dużych kontrmanifestacji, wniosek > zwykli ludzie mają dużo większy dystans niż media, siłą rzeczy żyjące plotkami z przedpokojów władzy, a niektórzy politycy doprawdy powinni mieć zakaz występów publicznych.

Z powyższego wynikają też i pozytywne konkluzje, mianowicie >
-  elektorat prawicowy jest twardy i nieskłonny do szybkich zmian opinii,
-  zbytnia podejrzliwość uniemożliwia spokojny ogląd sytuacji.

Teraz musimy się nauczyć, że różnice zdań będą, ponieważ przed nami podstawowe reformy systemu (nie tylko w zakresie sądownictwa) i niezbędna jest szeroka dyskusja i wyjaśnianie stanowisk w ramach jak najszerzej pojętego obszaru obywatelskiej aktywności. Spadło to, paradoksalnie, na barki władzy i jej zaplecza, ponieważ nie mamy prawie wcale normalnej opozycji, która powinna pełnić rolę racjonalnego krytyka (jej miejsce zajmują ludzie nie reprezentujący interesów polskich). Jeśli więc mamy zaangażować pozytywnie w sprawy polskie jak najszerszą część społeczeństwa, to sami musimy ze sobą się spierać, reprezentując nie tylko stanowisko władzy, ale i obawy części społeczeństwa. Takie podejście wymaga jednak odwagi i zaufania, a to, jak napisałam wyżej, trudne wobec przeszłych doświadczeń. Niemniej nie ma innego wyjścia – musimy przestać się lękać nadmiernie, zarówno opozycji jak i zdrady.  
Jedność w rodzinie nie oznacza, że wszyscy zawsze mają takie samo zadnie, ale póki rodzina załatwia sprawy spokojnie, bez publicznych awantur i donosów, wszystko jest ok, bowiem mówi stare przysłowie > zły to ptak, co własne gniazdo kala. 
Dlatego kłóćmy się do oporu o projekty, metody i strategie, ale nie sączmy jadu prowadzącego do rozbicia. Jest i jeszcze długo będzie wystarczająco dużo rzeczywistych zagrożeń zewnętrznych.

 

 

eska / 29, lipiec, 2017