Divide et impera, czyli sporu ciąg dalszy

Autor: Ewa Kubica
19 wrzesień 2017 / PRAWO

Pani sędzia Gersdorf stawiła się w pałacu prezydenckim na ślubowaniu nowego sędziego TK. Sędzia Piskorski zastąpił zmarłego sędziego Morawskiego, który - wg Rzeplińskiego - był wybrany nielegalnie na „zajęte miejsce”. Cóż, miejsce jest nadal „zajęte”, a mimo to Gersdorf przyszła - efekt? Hejt, który na nią poleciał z własnego środowiska, spowodował, że zaczęła się tłumaczyć i to w sposób naprawdę żałosny:
[...] w trudnym okresie stresów i przepracowania, każdemu z nas zdarzają się kroki podjęte bezrefleksyjnie, z przeoczeniem specyficznych uwarunkowań, [...]. Łoł!!!

Divide et impera, dziel i rządź, czyli disce puer latine i wyciągaj wnioski :)

Ale nie będziemy dziś dyskutować o SN, KRS i trwającym sporze, z prostej przyczyny – nie znam się na konstrukcji systemu sądownictwa. Za to znam się bardzo dobrze na samorządach, więc podyskutujemy o innym wecie i innych zastrzeżeniach prezydenta Dudy, oto one:

1. Ustawa o RIO, czyli o regionalnych Izbach Obrachunkowych, zawetowana.
RIO powstały na samym początku, razem z wprowadzeniem ustroju samorządowego w Polsce w roku 1990. Ich zadaniem jest sprawdzanie wykonania budżetów przez gminy i pozostałe samorządy. NIE JEST ich zadaniem sprawdzanie celowości ani właściwego wykonania zadań, od tego są komisje rewizyjne w samorządach. PiS chciał przyznania RIO dodatkowych uprawnień, będących dotychczas w gestii komisji rewizyjnych. PAD to zawetował. 
PiS ma rację twierdząc, że komisje rewizyjne sobie nie radzą, najlepszym przykładem jest Warszawa. Niestety, pozbawiając te komisje części uprawnień nie wzmacnia się samorządu, wręcz odwrotnie – podważa się sens jego istnienia. PiS stwierdził, że skoro samorządy są niewydolne, to trzeba im zabrać część władzy. PAD stoi na stanowisku, że nie można obywatelom zabrać konstytucyjnych uprawnień do samo-rządzenia się, nawet jeśli robią to źle. Kto ma rację?
Na razie pozostawmy to pytanie i idźmy dalej.

2. PiS chce wprowadzenia kadencyjności dla wójtów/burmistrzów/prezydentów. Jest to absolutnie słuszne i tu nie ma sporu. Niestety, PiS chce, żeby to zadziałało wstecz, czyli żeby poprzednie kadencje „zaliczały się” wg nowego prawa. PAD jest przeciwny, bo twierdzi, że prawo nie może działać wstecz. I znowu – kto ma rację?

Otóż problem w tym, że PiS dobrze definiuje sytuację, niestety – lekarstwo, które proponuje, jest bardzo niebezpieczne, bowiem narusza dobrą tradycję prawa. Mówiąc wprost – leczy cholerę dżumą. Żeby zapobiec nadużyciom, kantom i zwykłemu złodziejstwu PiS proponuje kroki prawne typu rewolucyjnego, czyli prawo tworzone pod sytuację, a nie wynikające z tradycyjnej, rzymskiej doktryny prawa. 
Wielu powiada – trudno, jak rewolucja to rewolucja, inaczej nie damy rady. Otóż to nieprawda. Psucie prawa zawsze się końcu mści na twórcach tego psucia, a rewolucja zazwyczaj pożera własne dzieci. A przecież wyjście jest proste i jest tuż przed nosem! I jest zapisane w konstytucji, w artykule siódmym! Oto ono:
Bezpośrednie wybory wójta/burmistrza/prezydenta wprowadzono dopiero w roku 2002, na wniosek Tuska. Ta specustawa nie miała nic wspólnego z podstawową ustawą samorządową  z roku 1998, ustalającą obecny system władzy samorządowej.
W wyniku jej wprowadzenia ustalił się obyczaj, że to wójt/burmistrz/prezydent jest de facto główną władzą gminy, a radni są „jego drużyną”. 
Ta ustawa narusza wprost zapisy konstytucyjne, bowiem pozbawia de facto obywateli rzeczywistego wpływu na losy swojej gminy, bowiem przy okazji jej wprowadzenia zabrano sporo uprawnień radzie, w tym prawo do skutecznej kontroli działania wójta/burmistrz/prezydenta. Jakie jest wyjście?

Najprostsze z możliwych – wywalić tę ustawę i przywrócić stan poprzedni. Absolutnie zgodne z konstytucją, nie wymagające żadnych przedziwnych konstrukcji prawnych.
Przywracamy władze obywatelom, którzy sprawują ją poprzez swoich przedstawicieli, czyli radnych. Koniec, kropka! To radni wybierają wójta/burmistrza/prezydenta, to oni decydują o podstawowych sprawach w gminie. Co sobie zarządzą, to dostaną. A wybory do rad powinny być większościowe, czyli wchodzą ci, którzy naprawdę nazbierają najwięcej głosów swoich sąsiadów, a nie wg list partyjnych. Proste?
Oczywiście, że proste, tak było po roku 1990. I działało na tyle dobrze, że trzeba to było zniszczyć, bo obywatele za dużo mieli do powiedzenia.

Mogę na dziś przyjąć tłumaczenie, że usunięcie pośrednich (i moim zdaniem naruszających konstytucję) szczebli samorządu jak powiat i sejmik -  jest z jakichś powodów politycznych nie do wykonania. Ale dlaczego nie można wywalić tej spec ustawy, tworzącej idealne warunki do sobiepaństwa, złodziejstwa i nepotyzmu – tego zrozumieć nie mogę. 
Szanowny Panie Prezesie, zamiast tworzyć nowe pola sporu z prezydentem, czyli  zamiast spierać się o kształt rękawiczek do chodzenia na rekach - może po prostu warto postawić sprawy na nogach? Wiem, że to trudne, wszyscy już zapomnieli, że to nogi służą do chodzenia, niemniej tak właśnie jest – to rada powinna wybierać wójta/burmistrza/prezydenta. I to rada w każdej chwili powinna móc go odwołać, jak się wścieknie, bowiem o wiele łatwiej wpłynąć na radnych, wybieranych większościowo, niż odwołać miejscowego „wodzusia” w referendum, wszak to już też ćwiczyliśmy nie raz, także w Warszawie. Czy naprawdę nie można zrobić czegoś wprost, zwyczajnie i zgodnie ze zdrowym rozsądkiem?

Divide et impera, stara rzymska maksyma. Postaw ludzi przeciwko ich miejscowym ciemiężycielom i niech sobie sami z nimi poradzą. Już dość zrobiłaś DLA ludzi, teraz daj szansę samodzielnego działania obywatelom, Dobra Zmiano! Damy radę! :))

 

http://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/309199952-SN-o-Gersdorf-na-slubowaniu-nowego-sedziego-TK-zdarzaja-sie-kroki-bezrefleksyjne.html#ap-1

http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20021130984