Wywiad z reżyserem filmu “Wyklęty” Konradem Łęckim

Wywiad z reżyserem filmu “Wyklęty” Konradem Łęckim

Autor: Onas
28 luty 2018 / SPOŁECZEŃSTWO

Co Pana zainspirowało do nagrania filmu? Czy były też wątki osobiste?

Zainspirowało mnie to, że wcześniej nie nakręcono żadnego filmu o żołnierzach wyklętych. Kiedy zaczynaliśmy kręcić, powstawała jedynie historia Roja, ale jeszcze nie weszła do kin, dlatego nasz był jednym z pierwszych. Nie wiedzieliśmy, jak to się potoczy, ale uważaliśmy, że to jest temat, który warto zrobić, natomiast wątków osobistych nie ma. To nie jest historia związana z moją rodziną, tylko historia żołnierzy wyklętych.

Słuchając Pana przedmowy czy też wypowiedzi po filmie, mam wrażenie, że dość emocjonalnie podchodzi Pan do tematu.

Film jest dla twórców takim trochę dzieckiem. Ten film jest atakowany w sposób niegodny, sugestie, że dostał się na jakiś festiwal, bo zadzwonił ktoś z rządu - są wielką bzdurą – tak jak przypisywanie mi przynależności do jakiejś partii politycznej, choć nie jestem członkiem żadnej z nich. Chciałem zrobić film, który zgodnie z moim sumieniem pokaże ten temat. Mogę się zgodzić, gdy film się nie podoba komuś z przyczyn technicznych czy artystycznych, ale dodawanie do tego ideologii, że gdzieś się dostał, bo ktoś tam działa dla mnie, rodzi we mnie silne emocje.

Jakie miało być główne przesłanie dla odbiorców?

Smutne jest to nasze przesłanie, że wszystkie zrywy są okupione bardzo dużą ofiarą. Film ma ukazać pewną złożoną całość. Wnioski każdy powinien wyciągać sam. Raczej nie chciałem ich wskazywać palcem, choć nasz bohater ukazuje się jako wzór do naśladowania i to jest miłe. Natomiast bardziej chodziło mi o pokazanie historii i dramatyzmu tej postaci, niż kreowanie jakiegoś przesłania.

Skąd Pan czerpał wiedzę historyczną do filmu?

Zacząłem się przygotowywać na przełomie lat 2012 i 2013, a zaczęliśmy go kręcić w 2014. Był kręcony prawie trzy lata. Dotarłem do materiałów, które wówczas były dostępne, książek, które były obecne na rynku. Korzystałem z książek Tadeusza Płużańskiego, Joanny Wieliczki-Szarkowej i innych tytułów. Teraz jest ich znacznie więcej, ale wtedy na rynku było ich mniej, dało się je więc wszystkie przeczytać, jak się też stało w moim przypadku.

Wczoraj na wykładzie na temat narodów usłyszałem z ust pewnej pani doktor opowiadającej o polskich bohaterach określenia "żołnierze przeklęci". Skąd Pana zdaniem u ludzi wykształconych tyle nienawiści do naszej historii?

Myślę, że to kwestia wychowania tych ludzi, bo to, że ktoś jest wykształcony, nie czyni go inteligentem. Grono tych ludzi było hodowane w nienawiści do tego tematu, czego rezultat widzimy. Praktycznie rzecz biorąc takich ludzi jest całkiem sporo. W tej chwili mamy tak naprawdę cały czas dwie Polski, w której jedna strona utożsamia się z historią tego kraju i odczuwa niemal osobiście ten patriotyzm, natomiast druga strona mówi, że to wstecznictwo. Na poparcie swoich tez używają argumentów, które nie mają żadnego pokrycia, na przykład ostatnio oglądałem wywiad z jakąś posłanką odnośnie NSZ Świętokrzyskich. Ta Pani opowiadała brednie. Widać było, że rzucała hasła, ale nie miała na nie żadnego pokrycia w faktach, myliła wszystko ze wszystkim. Tak to wygląda.

Co może Pan powiedzieć o finansowaniu? Mówił Pan że zaczynał z budżetem 14 tys zł.

Faktycznie mieliśmy 14 tysięcy złotych na koncie, potem okazało się, że musieliśmy zrobić zbiórkę. Robiliśmy ją społecznie - od ludzi w internecie. Pojawiły się też drobne firmy prywatne, między innymi Teatr US z USA, a następnie po zmianie rządów mecenasi państwowi – kilka spółek, kilka różnych instytucji, które również nas wspomogły finansowo. Dla tych spółek były to nieodczuwalne kwoty. Summa summarum pozwoliło nam to złożyć film. Budżet zamknął się w 2,5 mln złotych. Każdy, kto ma do czynienia z filmem, może potwierdzić, że w kinie historycznym zrobienie filmu za 2,5 mln zł to nie jest prosta rzecz.

Rozumiem, że dużo pomógł udział rekonstruktorów, którzy wzięli czynny udział przy kręceniu filmu?

To prawda. Przy tym filmie pracowało mnóstwo osób dobrej woli, które za przysłowiową "miskę zupy" pomagały, oczywiście jak się znalazły pieniądze, aktorom wypłacono honoraria, jednak oni przez wiele miesięcy pracowali bez nich. Kwoty, które dostali, też były bardzo niskie. Rekonstruktorzy przyjeżdżali z całego kraju, na początku na swój koszt, później zwracaliśmy koszty, a oni dawali siebie – chcieli tu być. Co prawda 90% chciało rekonstruować wyklętych i mieliśmy problem, że na UB brakowało chętnych. Sam się w jednej scenie musiałem przebrać za funkcjonariusza UB i brać dzielnie udział w obławie. To świadczy trochę o naszym negatywnym podejściu do tej formacji.

W przedmowie mówił Pan, że już nie pojawia się na prezentacjach swoich filmów, a tutaj w Białymstoku pojawił się Pan na seansie autorskim. Dlaczego akurat Białystok?

Nie ukrywam, że lubimy się z Michałem Muchą, który działa tu w stowarzyszeniu (Podlaski Instytut Rzeczypospolitej Suwerennej) i wykonuje dobrą pracę. To on mnie zaprosił, więc przyjechałem. Mimo że już tu kiedyś byłem, chciałem usatysfakcjonować to stowarzyszenie, bo szanuję ich działalność, gdyż ciągle puszczają filmy, które mają pokazywać pozytywny obraz Polski.

Dziękuję bardzo za wywiad.

Dziękuję.

 

Konrad Łęcki - Reżyser filmowy Absolwent Wydziału Prawa Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Warszawie oraz reżyserii na Akademi Filmu i Telewizji w Warszawie. Ukończył także studio aktorskie Lart w Krakowie. Reżyseruje głównie filmy o tematyce historycznej. Stara się ukazać ludzki, emocjonalny obraz przeszłości.

W filmie "Wyklęty" główni bohaterowie - żołnierze - toczą nierówny bój z ludową władzą o przyszłość Polski. Poznajemy losy ludzi, którzy z ogromnym poświęceniem postanowili walczyć o lepsze życie w naszej ojczyźnie. Stanęli oni przed wyborem: okupione krwią przeciwstawienie się komunistycznej władzy, poddanie się i śmierć lub kapowanie na swoich.

Wywiad był przeprowadzony dnia 24.02.2018 r. w Kinie Ton w Białymstoku przez Bartosza Janowicza.

 



Komentarze EKSPERTÓW


Brak wyników.

Najnowsze wątki