Jakie nauczyciele mają "narzędzia" do dyscyplinowania uczniów?

Jakie nauczyciele mają "narzędzia" do dyscyplinowania uczniów?

Autor: Aleksandra Przybysz
8 grudzień 2017 / ORGANIZACJA SZKOŁY

Uczniowie palą papierosy bez skrępowania, używają wulgarnego języka. Zdarza się, że zamiast iść na lekcje, idą na wagary do parku.

Zastanawiam się, jakie szkoła ma narzędzia dyscyplinujące? Czy polityka przepychania do następnej klasy lub wypychania ze szkoły za wszelką cenę ma jakiś sens? Czy można wyrzucić ucznia z klasy, jeżeli jego zachowanie utrudnia czy wręcz uniemożliwia prowadzenie lekcji? 



Dyskusje
2 komentarze/y

Stowarzyszenie Pedagogów NATAN, 14 grudzień 2017

Jak skutecznie wychowywać w szkole?

Zadaniem nauczycieli – poza nauczaniem – jest to, aby uczyli zasad i budowali więź z uczniami. Nauczyciel ma być „twardszy niż diament i czulszy od matki” (o. Lacordaire OP). „Twardszy niż diament” jeśli chodzi naukę zasad m.in. przez zdecydowane reagowanie, kiedy są one łamane. „Czulszy od matki” jeśli chodzi o relację z uczniami, o budowanie z nimi znaczącej więzi. Innymi słowy: nauczyciel winien być twardy wobec łamania zasad przez ucznia a jednocześnie okazywać mu szacunek. Powinien być gotowy czasem wykorzystać także karę, aby uczyć zasad – karę czyli komunikat mocniejszy niż samo słowo, komunikat w którym obok słowa także działanie niesie w sobie informację dla ucznia.

 

Dlaczego niektórzy nauczyciele wycofują się ze swej roli i nie reagują na łamanie zasad przez uczniów?

Moim zdaniem najczęstsza przyczyna to błędne rozumienie przez część nauczycieli złych zachowań uczniowskich. Pod wpływem pajdocentryzmu, modnej obecnie teorii pedagogicznej, nauczyciele mogą myśleć, że złe zachowanie ucznia w żadnym wypadku nie może być przejawem jego świadomej, zlej woli. Nauczyciele mogą być przekonani, że złe zachowanie to w każdym wypadku „wołanie o pomoc” i odreagowanie doznanych krzywd emocjonalnych. Mogą myśleć, że nie powinno być ono w ogóle karane, a tylko „leczone” przez szkołę, psychologa, terapeutę.  Mogą uważać, że uczniów należy tylko i wyłącznie przekonywać do właściwego zachowania, ale nie powinno się od nich tego wymagać (bo wymaganie to działanie z pozycji władzy i siły, to gotowość do wykorzystania kary).  Jednak nie wszystkie złe zachowania uczniów są „wołaniem o pomoc”.  Cześć z nich jest „odpowiedzią”  na brak jasno określonych zasad w klasie, część jest „odpowiedzią” na nauczyciela, w którym uczniowie wyczuwają pobłażanie czy strach, część jest „sprawdzaniem w boju” czy zasady obowiązują na poważnie. Moim zdaniem duża część uczniów (i rodziców) tak naprawdę „woła” swoim zachowaniem o to, żeby szkoła zaczęła skutecznie uczyć zasad – w atmosferze szacunku i życzliwości. Duża część uczniów „woła” o zasady i o więź. Nie o same zasady. Nie o samą więź. Ale o zasady i więź połączone w dynamicznej równowadze. Bo tylko zasady i więź mogą być dla nich impulsem do samowychowania i do stania się w przyszłości ludźmi z dobrym i silnym charakterem, ludzi z „z zasadami”.

Jest też druga przyczyna braku reakcji na złe zachowania uczniów. Dzisiejsza szkoła nie jest skuteczna w nauce zasad między innymi z powodu ograniczenia możliwości karania uczniów za łamanie zasad. Polityka przepychania do następnej klasy lub wypychania ze szkoły za wszelką cenę (o której jest mowa w pytaniu) jest skutkiem tego, że publiczna szkoła podstawowa (a do niedawna obejmowało to także publiczne gimnazja) nie może dyscyplinarnie usunąć ucznia ze szkoły. Nie może tego zrobić - bez względu na zachowanie ucznia. Może się tylko starać o przeniesienie do innej szkoły – za zgodą kuratora i dyrekcji tej nowej szkoły. W sytuacji gdy, uczeń złamie prawo (np. znieważając nauczyciela lub naruszającego nietykalność cielesną) szkoła może (i powinna) powiadomić policję lub sąd. Ale jeśli nie ma złamania prawa (a tylko złamanie szkolnych zasad) to w pewnym momencie szkole zaczyna brakować narzędzi. Jeśli bowiem ucznia notorycznie i rażąco łamiącego szkolne zasady nie można dyscyplinarnie usunąć ze szkoły to znaczy, że tak naprawdę szkoła go może do zmiany zachowania tylko i wyłącznie przekonywać. Może odwoływać się tylko do jego dobrej woli. Ale jeśli tej dobrej woli zabraknie – to co pozostaje? Jak najszybciej „przepychać go z klasy do klasy”, aby w końcu go „wypchnąć ze szkoły”. Chciałbym tu podkreślić, że usunięcie ucznia ze szkoły nie jest cudownym lekarstwem na  zachowania uczniów. Jego stosowanie powinno być ograniczone tylko do niewielu sytuacji, z góry i jasno określonych. Ale sam fakt możliwości dyscyplinarnego usunięcia ucznia ze szkoły miałby wpływ na uczniów, na ich zachowanie, na ich odbiór całego szkolnego systemu nagród i kar. Sam fakt takiej możliwości miałby też wpływ  na poczucie pewności nauczycieli podczas ich reakcji na łamanie zasad przez uczniów.    

Podsumowując – drogą do zmiany zachowań uczniowskich jest:

1. zaakceptowanie przez nauczycieli tego, że mają prawo wymagać od uczniów przestrzegania zasad i stanowczo reagować, kiedy są one łamane; reagować stanowczo, a jednocześnie z szacunkiem dla ucznia;

2. przyznanie szkole większych uprawnień w prawie oświatowym tak, żeby miała ona możliwość dyscyplinarnego usunięcia ucznia ze szkoły w jasno określonych sytuacjach.   

Zbigniew Barciński

Ukończył pedagogikę na KUL-u. Trener Stowarzyszenia Pedagogów  NATAN. Autor programów szkoleń warsztatowych m.in. „Porządek na lekcji” oraz „Trudne sytuacje na lekcji – jak sobie z nimi radzić?”. Redaktor i współautor książek z serii „Interwencja wychowawcza w szkole”: „Odmowa uczestnictwa w lekcji” oraz „Zachowania przeciw nauczycielowi”.  Obecnie pełni funkcję Prezesa Zarządu  SP NATAN.

 



Barbara Szkutnik, 31 grudzień 2017

Wołanie o wychowanie.

31.12.2017

Nauczyciele nie wykorzystują praktycznie żadnych metod dyscyplinowania uczniów. Wychowawczyni w klasie mojego dziecka skarżyła się bardzo na złe zachowanie uczniów (szkoła postawowa!) - agresję, wulgarność, lenistwo, notoryczne przeszkadzanie w lekcjach i in. Na moje pytanie czy uczeń ponosi jakąkolwiek karę za złe zachowanie, np. czy jest stawiany "do kąta" lub przed tablicą, czy musi wykonać jakieś dodatkowe prace lub czynności (np. przepisanie 100 razy zdania "Nie będę przeszkadzał innym w trakcie lekcji"), czy musi zgłosić się do dyrektora, aby zameldować o swojej przewinie lub czy stosowane jakieś inne kary, nauczycielka odpowiedziała z pobłażliwym uśmiechem: "Proszę pani, takie kary już od dawna nie są stosowane". 

Dowiedziałam się, że nie są stosowane żadne kary, można tylko uprzejmie poprosić ucznia, żeby był grzeczny, a jedynym możliwym środkiem jest rozmowa ze szkolnym pedagogiem ewentualnie wpis uwagi dla rodziców do dzienniczka. Pedagog w szkole mojego dziecka zwykle stosował postępowe metody - wspierał "łobuzów" mówiąc im jacy są fantastyczni, a tylko klasa jest nie w porządku. Już najmłodsi uczniowie widzieli, że coś jest nie tak gdy pedagog wracał z uczniem do klasy i zrzucał całą winę na pozostałe dzieci. Z tego powodu uważam, że w szkole nie powinno być oddzielnych pedagogów, bo każdy nauczyciel ma być dla ucznia wychowawcą i pedagogiem, a dodatkowi pedagodzy sprawiają, że wychowawca czuje się na ogół zwolniony z obowiązku wychowania uczniów.

Nauczyciele nie stosują zadnych kar bo boją się reakcji rodziców, dyrekcji szkoły, kuratorium a nawet samych dzieci. Wolą przemilczeć nawet skrajne zachowania i połknąć gorycz upokorzenia  np. kosz na głowie, wyśmiewanie czy szyderstwo zwłaszcza starszych uczniów, żeby nie mieć jeszcze większych kłopotów lub nie stracić pracy. Niektórzy nauczyciele sami nie są zwolennikami kar, bo uważają, że szkoła powinna być radosna a dzieci karać nie należy. Także duża część rodziców, święcie przekonana o tym, że ich dzieci są grzeczne i dobrze wychowane nie życzy sobie żadnych kar. Sami uczniowie natomiast już od przedszkola są informowani, że mają rozliczne prawa, ale niewiele lub żadnych obowiązków.

Tak więc szkoła przestaje wychowywać. Można tylko wyjątkowo liczyć na nauczycieli z odwagą cywilną, którzy skarcą lub ukarzą ucznia za jakieś wyjątkowo brutalne lub wulgarne zachowanie, ale obawiam się, że to ginący gatunek nauczycieli. 

Dziecko ma być hodowane jak roślinka - należy tylko "podlewać", tzn. dawać pieniądze, spełniać życzenia i zachcianki, ale już nie przycinać ani formować, nie karcić ani - broń Boże! - karać. 

Do szkół powinno wrócić prawdziwe wychowanie, bo tak jak napisał pan Zbigniew Barciński, złe zachowanie dziecka jest często wołaniem o zasady i wyznaczenie granic - czyli wołaniem o wychowanie.

Z poważaniem

Barbara Szkutnik



Komentarze EKSPERTÓW


Brak wyników.

Najnowsze wątki


Informujemy, iż korzystamy z informacji zawartych w plikach cookies. Użytkownik może kontrolować pliki cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies