To było tak dawno, a wciąż jest aktualne (z mojego archiwum 3)

Prawda jest najważniejsza

Statystyki bloga:
Wizyty: 11312
Liczba postów: 27
Liczba komentarzy: 174

To było tak dawno, a wciąż jest aktualne (z mojego archiwum 3)


Rafał Broda - zapisek 116 na portalu Ojczyzna.pl - 28 stycznia 2008

 

*)Załączone zdjęcie przedstawia opisane poniżej spotkanie Polaków na poziomie ponad 4 tysiące metrów n.p.m. w Górach Skalistych w Kolorado. Nie wiem dlaczego nie wymieniliśmy się adresami, a nigdy tych Państwa później nie spotkałem

 

My i ci inni,

 

                        Wspięliśmy się niegdyś (1983) z żoną i dwojgiem dzieci do najwyższego punktu dostępnego dla samochodu w Górach Skalistych Kolorado. Drzew ani śladu, roślinność charakterystyczna dla tundry, ale piękne, swojskie widoki na otaczające szczyty, przypominały do złudzenia fragmenty Tatry, mimo że wszystko podniesione jest o te drobne 2 tysiące metrów poziomu, na który wypiętrzony jest stan Kolorado. Była pierwsza dekada września i oprócz nas nie było w tym miejscu nikogo. Nasyciliśmy się widokami i łagodnymi wspinaczkami na okoliczne wzniesienia podobne do Czerwonych Wierchów, a gdy zbieraliśmy się do odjazdu, zauważyliśmy parę nieco starszych od nas ludzi, którzy usłyszeli, że mówimy do dzieci po polsku. Szybko okazało się, że byli to Polacy - rodzice odwiedzający swoją córkę w Ameryce. Wielka i wspólna była radość z tego nieoczekiwanego spotkania Rodaków na pustkowiu, na niecodziennej wysokości, w samym środku Ameryki, a nadzwyczajność przypadku podkreślił jeszcze fakt, że podobnie jak my, ci Państwo byli z Krakowa. Sympatyczna rozmowa, wspólne zdjęcie i serdeczne rozstanie zakończyło trwanie tego, jak nazwaliśmy - nieplanowanego spotkania Polaków na szczycie.

                        Sądzę, że większość ludzi pod wrażeniem podobnych doświadczeń zastanawia się nad sensem tego szczególnego powinowactwa, które odczuwamy w stosunku do innych Rodaków. Jak to się dzieje, że spotykając w niespodziewanych okolicznościach nieznanych sobie ludzi, odczuwamy radość, gdy dowiadujemy się, że są Polakami. Przecież nie może tu wystarczyć fakt, że mówią polskim językiem, że geograficznie zamieszkują bliskie nam miejsce, że obcując z tym samym otoczeniem ich myślenie i kojarzenie są podobnie ukształtowane. Musi być coś więcej i jestem przekonany, że to "coś więcej" określa ten szczególny związek, który łączy nas we wspólnotę narodową. Spotykając Polaka instynktownie oczekuję, że w podstawowych sprawach określających to, co stworzyło nas jako Naród, myśli i czuje podobnie do mnie. Wtedy, w 1983 roku, nie miałem z tym wielkiego kłopotu, zdawało się, że poza niezbyt liczną mniejszością terroryzującą naród, cała reszta była prawdziwą wspólnotą.

                        Dzisiaj mam z tym kłopot, bo zachowanie i postawa wielu Polaków są bardzo odległe od tego, do czego w moim mniemaniu zobowiązuje przynależność do Polskiego Narodu. Sam nie wiem, czy dzisiaj takie spotkanie, jakie opisałem we wstępie, napełniłoby mnie spontaniczną radością, bez rozpoznania, czy mam rzeczywiście do czynienia z Polakami, czy tylko z ludźmi zamieszkującymi w Polsce. Te wątpliwości nie rodzą się przecież z różnic politycznych, z innych wyborów w głosowaniach, z odmiennych poglądów na wiele spraw, które mogą różnić uczestników wspólnoty. Tu chodzi o rzeczy najważniejsze, o stosunek do imponderabiliów, o podejście do najbardziej istotnych spraw, które decydują o więzach naszej Wspólnoty tworzących podstawy jej zrodzenia i zapewniających jej trwanie w historii. Na czym opieram te smutne wnioski?

                        Pierwsze pole mojej bezpośredniej obserwacji ograniczone jest do szerokiego środowiska, w którym na co dzień żyję. Tutaj poprzestanę jedynie na odnotowaniu obecności niektórych ludzi, których postawy dziwią i niepokoją. Już nie podejmuję z nimi dyskusji, bo z doświadczenia wiem, że wszelkie próby dialogu są bezowocne, a wprowadzają tylko niesnaski psujące atmosferę, która jest niezbędna do współistnienia.

                        Innych i szerszych pól obserwacji dostarczają media. Najbardziej pozytywnych wrażeń dostarczają mi głosy słuchaczy, które pojawiają się na antenie Radia Maryja. Pełna otwartość mikrofonów dla każdego, kto ma wystarczająco dużo cierpliwości i zdoła się przebić przez lawinę chętnych, zmusza do pewnej tolerancji dla poziomu, jasności i zawartości merytorycznej wypowiedzi. A jednak większość z tego, co słyszę na antenie Radia Maryja, to głosy, z którymi się w pełni zgadzam, często są to głosy elity w sensie rozumienia i odczuwania, czym jest polska wspólnota narodowa. Czasem głosy ludzi z małych miejscowości, rozrzuconych w dalekich prowincjach, wypowiedzi, które po prostu zachwycają, choć o 2-giej w nocy człowiek nie jest skory do uniesień. Radio Maryja umożliwia dostrzeżenie współczesnej duszy Narodu Polskiego, która wcale nie jest bezkrytyczna, ale jest uporządkowana i zachwycająca w swej ciągłej przez pokolenia tradycji.

                        Z drugiej strony, jak nieprzyjemny zgrzyt jawi się obraz Polaków widoczny w innych mediach. To, co czytamy, widzimy i słyszymy w tych mediach jest wprawdzie tylko cząstką obrazu, która nie daje podstaw do uogólnień, bo mamy do czynienia z wąską, wyselekcjonowaną grupą tych, którzy chwilowo zajęli medialną część przestrzeni publicznej. Dzisiaj ważnym uzupełnieniem są głosy odczytywane w internecie, jako komentarze do artykułów, wypowiedzi telewizyjnych i radiowych, lub szersze wypowiedzi i reakcje na różnych forach dyskusyjnych. Ta sfera obejmuje dostatecznie szeroką grupę wypowiadających się, by móc konkludować o współczesnej kondycji polskiego narodu. I tam znajdujemy głosy, które brzmią tak inaczej, tak obco, a nawet wrogo wobec narodu, że ich odczytywaniu towarzyszy uporczywa myśl: ja z tym człowiekiem mam tak niewiele wspólnego, że nawet razi mnie używanie przez niego formy osobowej -my. Najzwyczajniej nie chcę być włączany w tę grupę, którą on obejmuje formą -my, zatem ta część wspólnoty dla mnie zanika, jeśli naprawdę jego wypowiedzi traktować poważnie.

                        Te przydługie rozważania wprowadzają mnie do komentarza związanego z falą krytycznych wypowiedzi na temat Powstania Styczniowego, które przetoczyły się przez niektóre media. Tak to już od lat bywa, że z okazji rocznic zawsze odzywają się mądrale, odkrywający swoją niezbyt oryginalną krytyczną prawdę deprecjonującą historyczną wartość Powstań - Listopadowego, Styczniowego, czy Warszawskiego. Podczas, gdy nie wnoszą one niczego nowego do tej krytyki historycznej, która już od dawna jest obficie zapisana, celem ich głośnych i natrętnie przedstawianych poglądów zdaje się być pragnienie zmiany mentalności Polaków, chęć krytycznej rewizji stosunku do Powstań. Tego się nie da zrobić, a gdyby się komuś udało przerwalibyśmy ciągłość historyczną, przestalibyśmy być Polakami.

                        Lubiący nas i dobrze nam życzący cudzoziemcy radzą, byśmy się nie zmieniali, bo właśnie lubią nas szczerze za to, że jako Polacy zachowujemy swój wyjątkowy charakter, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Same uczestnictwo we wspólnej historii nie rodzi jeszcze wspólnoty narodowej, jeśli nie towarzyszy mu wspólna ocena wydarzeń historycznych. W wydarzeniach odległych, gdy odejdą współczesne im pokolenia i wygaszą się indywidualne odczucia, ustala się wspólna ocena, która stanowi pożywkę dla ciągłości pokoleń. Gdy patrzymy na tragiczne w skutkach Powstanie Styczniowe, potoczna pamięć, która trwa i jest wspólna dla Narodu, skupia się na bohaterstwie, na umiłowaniu wolności, na poświęceniu dla Ojczyzny, na symbolice i znaczeniu wydarzeń utrwalających naszą tożsamość. Warto w rozważaniach historycznych analizować i krytykować decyzje, czy błędy, chociaż nawet dla historyków pełna ocena jest trudna, bo nie jest dostępny szczegółowy zapis toku myślenia dowódców i uczestników. Dla potomnych ważny jest masowy, nawet jeśli nie powszechny udział w Powstaniu, a zwłaszcza ważny jest udział tych licznych uczestników, których w dzisiejszych kategoriach należałoby uznać za wybitnie światłych, niewątpliwie postaci innej miary, niż większość dzisiejszych krytyków. I to wystarczy, by uznać wartość Powstania, dostrzec jego nie wyłącznie ludzką genezę i jego znaczenie dla naszej tożsamości. Nikt nie jest w stanie przewidzieć dalszych losów Polski, gdyby Powstania nie było. Być może bylibyśmy silniejsi fizycznie, ale rozpłynęlibyśmy się w magmie zaborców, może w 1918 nie odzyskalibyśmy niepodległości, a już na pewno młodzież II Rzeczypospolitej nie byłaby zdolna do tego bohaterstwa, które znowu w tak dramatyczny sposób musiała ukazać światu.

                        Różne są krytyki Powstań, ale to, co zademonstrował Łukasz Warzecha w swoich wypowiedziach w Salonie24, rozpoczynając blogiem pt.:  "Powstanie Styczniowe. Studium głupoty" [link?], trudno pozostawić bez reakcji, bo już sam tytuł trzeba odczytać jako obelgę człowieka, który prawdziwie nie zna miary. Autor zdaje się nie wiedzieć, że trzeba naprawdę być kimś, by mieć prawo chłostać Naród, a prawo do demonstrowania swojego cynizmu i braku szacunku dla Powstańców i ich Dowódców niech sobie zachowa dla swojego prywatnego grona i nie wyłazi z tym na forum publiczne. Gdyby rzeczywiście Łukasz Warzecha chciał odważnie zademonstrować swoją krytykę historycznych zachowań Polaków i edukować ich w stronę cynicznego realizmu w ocenie wyborów własnego postępowania, miałby okazję uczynić to na przykładzie o wiele bardziej współczesnym, a jakże dzisiaj aktualnym.

                        Powinien spróbować rozważyć swoje "studium głupoty", analizując zachowanie Polaków w czasie Zagłady Żydów. Przecież masowe udzielanie pomocy Żydom, było zachowaniem całkowicie nieracjonalnym. Nie tylko groziło to śmiercią, także śmiercią własnej rodziny, nie tylko wymagało skrajnie ryzykownego bohaterstwa, rzeczywistość pokazała, że dziesiątki tysięcy Polaków przypłaciły życiem to swoje bohaterstwo. Łukasz Warzecha mógłby się zastanawiać czy było warto, czy Dowódcy, a więc Polski Rząd w Londynie nie powinien wezwać do powstrzymania się Polaków od tak nieracjonalnego bohaterstwa, by ratować, ile się da z tkanki narodu. Mógłby Warzecha przy dzisiejszej wiedzy kalkulować, że w ten sposób przecież także ratowano późniejszych prześladowców, a w każdym razie niczego Polacy na tym nie zyskali, jedynie czarną niewdzięczność i lawinę fałszywych, hańbiących oskarżeń. Mógłby, ale woli się pastwić nad Powstańcami, bo to dzisiaj niczym nie grozi.

                        A dla Polaków i tak konkluzje są oczywiste - chociaż nieracjonalnie, tak postępowaliśmy, bo jesteśmy Polakami. I warto tak postępować, bo dzięki temu wciąż jesteśmy Polakami. Natomiast człowiek, który uważa się za racjonalnego Polaka i jest zmuszony do pisania w nędznym niemieckim tabloidzie, powinien znaleźć lepszą drogę do leczenia swoich kompleksów.

                        Pewnie kiedyś minie mi ten nastrój irytacji, ale gdybym dzisiaj spotkał Łukasza Warzechę na szczycie Rocky Mountains w Kolorado, powiedziałbym do żony i dzieci: "Jedźmy stąd, tutaj zrobiło się za ciasno".      

Rafał Broda / 11, maj, 2017


Komentarze

To whom it may concern
Przez blisko dobę od zamieszczenia tej notki liczba wizyt tutaj ledwie przekorczyła 20. To odzwierciedla rzeczywisty stan portalu, który jak dotychczas nie przyciąga zbyt wielu obserwatorów. Nagle liczba wizyt zaczęła rosnąć i w krótkim czasie osiągnęła liczbę ok.150. Jest oczywiste, że ktoś to w sztuczny sposób produkuje. Niedawno komentowałem u blogera Hoyt takie zjawisko, na co on zareagował raczej nerwowo, nie precyzując źródła tej sztuczki, ale zapewniając, że sam jest bardzo popularnym blogerem. Ktokolwiek to robi u mnie, żądam by natychmiast zaprzestał, bo żadna zabawa wykorzystująca kłamstwo nie jest dobra. Jeśli temu komuś sumienie nie podpowiada, że tak się nie godzi, to ma coś do przemyślenia na temat swojej kondycji.

Rafał Broda / 12, maj, 2017 20:28:12

JacekB
Tamten tekst był pisany pod wrażeniem wynurzeń Ł.Warzechy, mocno obraźliwych dla Powstańców Styczniowych. Teraz podam link do tych wynurzeń, choć dyskusja pod nim jest już mocno okrojona. http://lukaszwarzecha.salon24.pl/5238,powstanie-styczniowe-studium-glupoty Od tamtej pory nie traktuję poważnie Warzechy, a jak widzę w różnych miejscach, staje się to dość powszechne.

Rafał Broda / 14, maj, 2017 11:20:27

Informujemy, iż korzystamy z informacji zawartych w plikach cookies. Użytkownik może kontrolować pliki cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies