Stuletnia idea u podstaw nowoczesnej edukacji

Autor: Jolanta Dobrzyńska
24 listopad 2017 / FILOZOFIA EDUKACJI

Błąd nowożytnej myśli filozoficznej tkwi w zaprzeczeniu realności świata i możliwości jego poznawania. W końcu XIX wieku miejsce odkrywania prawdy poprzez naukowe żmudne dociekania kolejnych pokoleń zajęły licznie wytwarzane przez ludzi a przez nikogo nie weryfikowane konstrukty myślowe. Przetrwały te, które dostały się na sztandary polityków i ideologów. Wspomniany problem dotknął boleśnie edukację.

Za przykład niech posłuży nam historia myśli amerykańskiego filozofa i pedagoga Johna Deweya, uznawanego za ojca współczesnej edukacji.

John Dewey (1859-1952) hołdował poglądowi, iż jedynie skuteczność i praktyczna użyteczność decyduje o tym, co jest prawdziwe i dobre. Stworzył ideę nauki przez działanie. W założonej przez siebie ludowej ”szkole pracy” dzieci pracowały i uczyły się zarazem we wspólnym szkolnym gospodarstwie, zdobywając wiedzę niezbędną do rozwiązywania problemów bliskich realiom życia. Nie było lekcji ani przedmiotów. Organizację tworzyły stawiane przez nauczyciela zadania, wokół których koncentrowały się działania uczniów. Tak, na przełomie XIX i XX wieku, zrodził się w szkole Deweya learning by doing, projekt aktywnych metod nauczania, dziś uznawanych za nowatorskie.

W wychowaniu odrzucał Dewey istnienie obiektywnych norm moralnych twierdząc, że świat wartości rodzi się z praktyki życia codziennego. Nie uznawał autorytetu i dyscypliny, był przeciwnikiem kar i nagród. Kładł nacisk na swobodę decyzji dziecka i jego samodzielność. Wpajał w wychowanka ducha obywatelskiej służby. Postawił ucznia w centrum pedagogicznych zabiegów, nazywając tę ideę ”kopernikańskim przewrotem” w edukacji.

Metoda Deweya zaszczepiona została wkrótce na gruncie bolszewickiej Rosji. Po zwycięstwie rewolucji, pierwszy ludowy komisarz oświaty RFSSR Anatol Łunaczarski otrzymał od Lenina zadanie zniszczenia ”burżuazyjnej moralności” i ”wychowanie nowego człowieka”. Uderzył zatem w rodzinę, uznawaną za konserwatywną twierdzę starego reżimu, posługując się nowym kodeksem rodzinny, propagandą rozwiązłości seksualnej i aborcji. Uderzył też w szkołę, dokonując jej przebudowy na wzór deweyowskiej idei ludowego pragmatycznego kształcenia. Metoda Deweya okazała się wielce użyteczną dla obalania tradycyjnego ładu społecznego. Gdy w roku 1928 Dewey odwiedził Kraj Rad, wyraził wdzięczność za determinację z jaką wcielano przez lata w życie jego idee, oraz uznanie z powodu skutecznego budowania „nowej psychiki społecznej i nowego porządku moralnego”. Wkrótce jednak Stalin zadecydował o zakończeniu destrukcji szkolnictwa, gdyż krajowi brakowało wykształconej siły wytwórczej. Anatol Łunaczarski stracił życie.

Myśl Deweya rozprzestrzeniała się za pośrednictwem krajów, w których panowały rewolucyjne napięcia, tak w południowej Europie, jak i na obcych kontynentach – w Chinach, Turcji, Meksyku. W roku 1933 zaistniała też dogodna sytuacja dla jej urzeczywistnienia w dotkniętych Wielkim Kryzysem Stanach Zjednoczonych. Metoda Deweya, pod nazwą progresywizmu, opanowała trwale amerykańskie szkolnictwo.

Kilkanaście lat później społeczeństwo amerykańskie dostrzegło pomyłkę. Wybuchły protesty z powodu panującego w szkołach wychowawczego rozprzężenia i wzmagającej się brutalnej przemocy. Do naprawy systemu jednak nie doszło. Progresywizm miał swych wpływowych, skutecznych obrońców i propagatorów, takich jak np. William Carr, jeden z założycieli UNESCO, czy Carl Rogers, znany psycholog, zafascynowany ideą spontanicznego kształcenia, który w późniejszych latach koncepcję Deweya rozbudował.

Potęgujące się problemy szkoły amerykańskiej powróciły do publicznej dyskusji dopiero w latach 80. Na podstawie 14 alarmujących raportów rządowych Ronald Regan uznał stan szkolnictwa amerykańskiego za katastrofalny. Sytuację oświatową ocenił jako największą powojenną klęskę Stanów Zjednoczonych. Do planowanej reformy jednak nie doszło. Na przeszkodzie stanęło nie tylko zakończenie prezydenckiej kadencji, ale też i brak społecznej determinacji do reformowania szkoły, do której uczęszczało już kolejne pokolenie Amerykanów, coraz mniej świadomych braków własnej wiedzy i nieprzywykłe do intelektualnego wysiłku. Dla elit powstały prywatne szkoły, których uczniowie, kształceni według odmiennego systemu, skutecznie aplikowali na Harward czy Stanford. Mniej zamożni, lecz świadomi ważności edukacji rodzice, rezygnowali z oferty szkół publicznych organizując dla swych dzieci popularną w USA edukację domową.

Opisana w raportach i boleśnie doświadczana zapaść szkolnictwa Stanów Zjednoczonych nie powstrzymała europejskich ideologów przed przeszczepianiem amerykańskich metod na nasz kontynent. Także w Polsce wykładowcy placówek doskonalenia zawodowego nauczycieli dumnie prezentują dziś zdobyte na kursach w USA dyplomy, zaś przykłady zagranicznych metod aktywizujących powielane są, po ich bezpośrednim przetłumaczeniu, jako wzorce pracy lekcyjnej. Przeszło stuletnie metody, z zatuszowaną niechlubną historią, traktowane są we współczesnej postmodernistycznej kulturze jako ”nowoczesne”, a zatem dobre, skuteczne, pożądane.

Raporty amerykańskie lat 80. ujawniły skutki, jakie przynosi utopia progresywizmu wszczepiona w państwowy system edukacyjny. Dotyczyły one sprawy w edukacji najważniejszej – zdolności rozumowania. W międzynarodowych badaniach porównawczych amerykańscy uczniowie dorównywali swym zagranicznym rówieśnikom tylko na poziomie znajomości prostych faktów. Pozostawali w tyle w zakresie myślenia problemowego, zaś na wyższych poziomach rozumowania otrzymywali dwa razy mniej punktów niż ich koledzy z krajów Azji Wschodniej. Metody Deweya skutecznie wyeliminowały myślenie teoretyczne, w szczególności przyczynowo - skutkowe i syntetyzujące.

Opisanych wyżej doświadczeń starają się nie dostrzegać zainteresowane edukacją organizacje międzynarodowe i ponadnarodowe, takie jak UNESCO czy Rada Europy. Akademickie wizje Nowego Wychowania i instytucjonalne ich urealnienie zderzają się na terenie szkół z trudną szkolną rzeczywistością. Tu ujawnia się ich utopia.

Zadziwia żywotność dwudziestowiecznej utopii, nie zakotwiczonej w wiedzy o człowieku ani w teorii poznania, ze skrzętnie skrywaną ich niechlubną historią. Zdumiewa też fakt, że idee pedagogiczne zrodzone na przełomie XIX i XX wieku wciąż nazywa się ”nowymi” i ”nowatorskimi”, podczas, gdy określenie ”tradycyjna” (o nadanym mu współcześnie negatywnym wydźwięku) stosowane jest zbiorczo do innych, także nowszych koncepcji.

Największe zdziwienie budzi jednak sprawa inna. Dewey był socjalistą, z czasem stał się komunistą. Interesowała go wyłącznie szkoła ludowa i swoje eksperymenty przeprowadzał w środowiskach wiejskich, gdzie prawdopodobnie uzyskiwał pozytywne rezultaty. Kontynuowanie idei szkół wiejskich sprzed wieku we współczesnych systemach edukacyjnych krajów rozwiniętych wydaje się wysoce niedorzeczne. Nie znajduje racjonalnych wytłumaczeń innych, niż możliwość stosowania ich jako dobrego, bo sprawdzonego narzędzia dekonstrukcyjnych przeobrażeń społecznych.

Rodzi się pytanie: jakie sztandary poniosły i nadal niosą ideę Deweya ku światu zachodniemu współczesnych nam czasów?



Dyskusje
1 komentarze/y