Reprywatyzacja w stolycy, czyli jak gonić króliczka

Autor: eska
31 sierpień 2017 / PRAWO

Powiem szczerze, że nawet nie słucham i nie czytam niczego na ten temat, bo jak zaczynam, to mi się krew gotuje, a dlaczego – wyjaśnię:

Pierwszy problem z lokatorami miał miejsce na Śląsku, lata temu. Na początku tzw. transformacji ogólnopaństwowa „własność wszystkiego” została podzielona na komunalne i państwowe, a to ostatnie poprzydzielano firmom, które tym władały.
Porządne firmy przekazywały swoje zasoby mieszkaniowe na rzecz miast, czyli mienie zostało skomunalizowane, cwaniacy sprzedawali budynki zakładowe razem z mieszkańcami, mimo iż były one budowane ze składek załóg. Skutek – jak dziś w Warszawie. Mało, że firmy w większości upadły i ludzie zostali bez pracy, to jeszcze ich wywalano na bruk.
Potem była słynna afera w Krakowie, właśnie uwłaszczanie się na mieniu pożydowskim. Sprawą długo zajmowała się prokuratura, kilka osób poszło siedzieć, jak się skończyło – już nie śledziłam. Dzisiaj mamy w końcu na warsztacie Warszawę.
I powiem szczerze, że ja kompletnie nic nie rozumiem, bo:

1. Dekret Bieruta nadal obowiązuje.
2. Większość tych kamienic, o których mowa, zwłaszcza Śródmieście, to były po wojnie ruiny.

Dlatego po prostu pytam > na jakiej podstawie prawnej te nieruchomości są zwracane lub wypłacane są za nie odszkodowania? Bo sądy sobie tak wymyśliły?
-----------------------------------
Dekret Bieruta.
Art. 9.

(1) Odszkodowanie za grunty, należne w myśl art. 7 ust. (5) oraz odszkodowanie za budynki, należne w myśl art. 8, ustala miejska komisja szacunkowa. Odszkodowanie to wynosi, jeżeli chodzi o grunty – skapitalizowaną wartość czynszu dzierżawnego (opłaty za prawo zabudowy) gruntu tej samej wartości użytkowej, a jeżeli chodzi o budynki – wartość budynku. Odszkodowanie wypłaca się w miejskich papierach wartościowych.
(2) Prawo do żądania odszkodowania powstaje po upływie 6 miesięcy od dnia objęcia gruntu w posiadanie przez gminę m. st. Warszawy i wygasa po upływie lat 3 od tego terminu.
(3) Minister Odbudowy w porozumieniu z Ministrami Administracji Publicznej i Skarbu określi w rozporządzeniu skład i tryb postępowania miejskiej komisji szacunkowej, zasady i sposób ustalania odszkodowania oraz przepisy o emisji papierów wartościowych, przeznaczonych na ten cel.
----------------------------------------------
Dnia 13 czerwca 2011 roku Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie, że właściciele wszystkich gruntów przejętych po 1958 roku na mocy Dekretu Bieruta mają prawo do odszkodowania.
----------------------------------------------
Koniec, kropka. Wszystko jasne. Niech mi ktoś wytłumaczy, na jakiej podstawie sądy nakazują zwroty?
Przecież nie zniesiono dekretu Bieruta i nie zrobiono ustawy regulującej sprawy własności warszawskich, nie ma żadnej podstawy do zwrotu!!!!!

To jest, moi drodzy PT Czytelnicy, kant wymyślony absolutnie celowo przez szajkę rządzącą Polską przez lata. Zaczęło się od zniszczenia samorządu przez AWS, potem była poprawka Tuska, dająca potężne uprawnienia wójtom, burmistrzom i prezydentom poza władzą rady. Następnie opracowano taką ustawę o zagospodarowaniu przestrzennym, która pozwala na robienie kantów już „na żywca”, czyli de facto wyjęto spod kontroli rady czuwanie nad całością przestrzeni gminy - na rzecz opracowań fragmentarycznych i niespójnych, których ludzie nie rozumieją, więc łatwo je przepchnąć. Na końcu powstały szajki prawnicze do wyciągania kasy na najlepszych kąskach w mieście. Mogłabym długo i fachowo na ten temat, ale nie w tym rzecz - dziś cały problem polega na braku odpowiedniego prawa > przykłady:

1. Brak regulacji co do pierwszeństwa wykupu dla lokatorów w wyniku zasiedzenia.
2. Brak regulacji co do odpowiedzialności gminy za lokatorów społecznie upośledzonych.
3. Brak regulacji co do wyceny nieruchomości w związku z jej odbudową/remontami po wojnie.
Itd., itp.

W moim głębokim przekonaniu jedyne sprawiedliwe wyjście to przekazanie prawa własności gruntu na rzecz wszystkich pierwotnych właścicieli i ich prawomocnych spadkobierców, ale bez prawa władania nieruchomością do czasu „naturalnego” opróżnienia się lokali, nie tylko mieszkalnych. I to trzeba zrobić ustawą, a nie sądownie. Taki spadkobierca mógłby dostawać kwoty z opłat za ziemię, a prawo do kolejnych lokali pozyskiwać dopiero w miarę ich samoistnego opróżniania. 
Natomiast kamienice już pozyskane na lewiźnie należy odebrać i upaństwowić, miastu nic nie oddawać z powrotem, bo skoro się ich pozbyło, to nie ma, przepadło. Niech się sądzą, jak chcą – tu znowu potrzebna jest mądra ustawa. No i w końcu rzecz najważniejsza – skoro czynsze komunalne były regulowane, a miasto oddało lokatorów bez zastrzeżenia wysokości czynszu, to niech teraz miasto im wypłaci odszkodowania. 
Że nie starczy na inwestycje? Nie powstaną nowe teatry czy parki? Trudno, było nie wybierać HGW, niech warszawiacy bulą, ich problem. Całe społeczeństwo łożyło na rzecz odbudowy stolicy, np cegły przywożono z rozbieranych, dobrych budynków na ziemiach zachodnich. Wszystkich nas po trosze okradziono tymi „reprywatyzacjami” – to niech płaci ten, kto zrobił te „interesy” i kto je latami tolerował.
--------------------------------------
Dziura prawna trwa od 1989 roku i jakoś nikt nawet nie proponuje całościowych rozwiązań, za to sądy uprawiają samowolkę. To dotyczy wszystkich „reprywatyzacji”, tzn. nie ma jasnej wykładni, co musi być zwrócone, bo zostało zabrane poza ówczesnym prawem, czyli ukradzione nawet w świetle prawa PRL (np dworki czy małe zakłady produkcyjne), a co podlegało upaństwowieniu i nie może być oddawane na zasadzie „widzi mi się” sądów. 
Dopóki takich regulacji nie będzie, to wszystko jest tylko gonieniem króliczka w ramach „sprawiedliwości społecznej”, czyli (w moim głębokim przekonaniu) świetnie służy lansowi, ale sprawy de facto nijak nie rozwiązuje całościowo.

Podsumowując – co zabrano niezgodnie z prawem PRL, oddać bez gadania albo wypłacić odszkodowanie. Co zabrano na podstawie ważnych do dziś przepisów PRL – nie oddawać pojedynczo, tylko rozwiązać systemowo ustawami. Inaczej w życiu z tego nie wybrniemy i nadal będą kanty, jak nie w Warszawie, to gdzie indziej.