Liceum nie-ogólnokształcące

Autor: Barbara Hapońska
28 lipiec 2017 / KSZTAŁCENIE

Ogromną nadzieję wiązaliśmy z obecnym rządem, że wprowadzi on dobrą zmianę w oświacie. I na początku, w pierwszym roku, wszystko szło w dobrym kierunku.

  • 6-latki pozostawiono w przedszkolach;
  • zmieniono strukturę szkół likwidując gimnazja i przywracając 8-letnią szkołę podstawową oraz 4-letnie liceum ogólnokształcące;
  • przywrócono należne miejsce nauczaniu historii.

Jeszcze 27 czerwca ubiegłego roku w Toruniu Pani Minister Anna Zalewska publicznie deklarowała powrót do idei liceum ogólnokształcącego.

 

Na jesieni ubiegłego roku zmiany wyhamowały. Pierwsze sygnały pojawiły się przy pracach nad podstawą programową dla szkoły podstawowej, a potem przy pracach nad siatką godzin – rozporządzeniem w sprawie ramowych planów nauczania.

Okazało się, że prawie wszystkie złe rozwiązania wprowadzone przez Panią minister Katarzynę Hall oraz Krystynę Szumilas, a następnie Joannę Kluzik - Rostkowską zostają utrzymane.

Liceum ogólnokształcące nie będzie kształciło ogólnie, tylko będzie szkołą głęboko profilowaną. Zostają utrzymane przedmioty rozszerzone realizowane już od klasy pierwszej.

Od 2019 r. uczniowie kończący szkołę podstawową, w wieku 15-lat, a nawet 14-lat (dotyczy uczniów, którzy rozpoczęli naukę jako 6-latki w szkole podstawowej) będą musieli  dokonywać wybory przyszłego kierunku studiów. Uczeń w tym wieku ma za małą wiedzę, dojrzałość i rozeznanie, by dokonać wyboru co będzie chciał studiować za cztery lata. Nie wie co to jest socjologia, politologia, psychologia, a nawet prawo (chyba, że rodzice są prawnikami).

Obecnie 16-latek idzie do liceum. Za dwa lata będzie to 15-latek. Niewątpliwie jest to zmiana na gorsze.

Przedmioty realizowane w zakresie rozszerzonym w poszczególnych klasach ustala szkoła. Są to 2 lub trzy przedmioty, zestawy są bardzo różne, np.:

  • j. polski, wos, historia;
  • j. obcy, biologia, chemia;
  • matematyka, fizyka;
  • j. angielski, matematyka, geografia.

Oferta szkół zależy od tego, jacy nauczyciele tam pracują, jakich uczą przedmiotów, który z nauczycieli dostanie więcej godzin.

Uczeń nie znajdzie klasy z rozszerzoną matematyką, wos, historią, a takie przedmioty są potrzebne przy aplikowaniu na socjologię. Kandydat na medycynę powinien znać nie tylko biologię i chemię, ale i fizykę, a klasy z rozszerzoną jednocześnie biologię, chemią i fizyką trudno znaleźć.

W dużych miastach, gdzie jest dużo liceów oferta szkół jest zróżnicowana, ale i tu uczeń musi wybierać nie liceum, w którym chce kontynuować naukę, ale klasę. W efekcie wielu uczniów klas pierwszych jeszcze we wrześniu zmienia szkoły i klasy, bo trudno im podjąć decyzję, jaki zestaw przedmiotów wybrać.

W najbardziej niekorzystnej sytuacji jest młodzież na prowincji, gdzie jest jedno lub dwa licea, stąd oferta jest ograniczona.

Zmiana przez ucznia planów dalszego kształcenia i związana z tym potrzeba zmiany klasy na klasę z innymi przedmiotami rozszerzonymi w trakcie nauki, będzie praktycznie niemożliwa. A co w sytuacji, gdy uczeń z powodu zmiany miejsca zamieszkania będzie musiał zmienić szkołę? Czy i gdzie znajdzie klasę z takimi samymi przedmiotami rozszerzonymi? Do tego dochodzi problem znalezienia tych samych języków obcych.

Przedmioty przyrodnicze (geografia, biologia, fizyka i chemia) w zakresie podstawowym zostały potraktowane marginalnie, realizowane w klasach I – III w wymiarze: w jednej klasie 2 godziny w tygodniu oraz w dwóch klasach po 1 godzinie w tygodniu (razem 4 godziny w czteroletnim cyklu nauczania). Nauczanie przedmiotu w wymiarze 1 godziny w tygodniu jest nieefektywne, nie daje możliwości utrwalania wiedzy oraz umiejętności. Problem ten był wielokrotnie zgłaszany przez nauczycieli.

Należy zwrócić uwagę, że przedmioty przyrodnicze dają nie tylko wiedzę o otaczającym świecie, kształtują bezcenną umiejętność uniwersalną: myślenie przyczynowo - skutkowe.

Powielone zostają jeszcze inne błędy obecnego systemu.

Utrzymana zostaje możliwość wprowadzania przedmiotów uzupełniających, dla których nie została ustalona podstawa programowa, lecz program nauczania tych przedmiotów został włączony do szkolnego zestawu programów nauczania (każda szkoła może sobie wymyślić dowolne przedmioty). Przedmioty uzupełniające były wyjątkowo nieudanym eksperymentem i stratą czasu dla ucznia.

Podstawa programowa zapisana jest w postaci efektów kształcenia (czynności przewidzianych do opanowania przez ucznia: uczeń... dostrzega, rozróżnia, znajduje, wyjaśnia, stosuje…). Ujęcie wyłącznie ”czynnościowe” fragmentaryzuje materiał treściowy, utrudnia jego syntezę i wykorzystywanie przez uczniów w sytuacjach pozaszkolnych. Zawęża horyzont poznania.

Ponadto podstawa programowa napisana jest nie w podziale na klasy, lecz na cały etap kształcenia. Taki zapis powoduje, że nie da się wprowadzić korelacji między przedmiotami. Autorzy programów nauczania i podręczników będą decydowali, jakie tematy będą realizowane w poszczególnych klasach.

Pragnę przypomnieć, że obecnie obowiązująca podstawa programowa wprowadzona była 1 września 2012 r., ale ogłoszona była przez ówczesną Minister Edukacji Narodowej Panią Katarzynę Hall - 23 grudnia 2008 r., czyli 3 lata i 9 miesięcy wcześniej. Natomiast protesty nauczycieli, w tym protesty głodowe, rozpoczęły się na początku 2012 r., gdy zaczęły się przygotowania do nowego roku szkolnego. Wtedy to dopiero dotarło do nauczycieli, jak drastycznie spadła liczba godzin nauczania przedmiotów ogólnokształcących, w szczególności historii oraz przedmiotów przyrodniczych. Ale chcę jeszcze raz podkreślić – było o tym wiadomo od 23 grudnia 2008 r.

Obawiam się, że teraz będzie podobnie. Dopiero za dwa lata, na wiosnę 2019 r., uczniowie kończący klasę ósmą szkoły podstawowej i ich rodzice zorientują się, że zostali oszukani, że nie ma „dobrej zmiany” w liceum ogólnokształcącym.

Dobre wykształcenie ogólne, nie profilowane, jest dla młodego człowieka niezbędne. Pozwala, w razie potrzeby, na łatwiejsze przekwalifikowanie się, co jest wymogiem obecnych czasów.

Ponadto należy zauważyć, że postęp dokonuje się na pograniczu dyscyplin naukowych, a nie przez wąską specjalizację.

Do 1 września 2019 r. są jeszcze dwa lata. Jest czas, aby uratować nowe liceum ogólnokształcące, by nie było czteroletnim kursem przygotowawczym do matury.

Jest jeszcze czas, aby zrealizować zapisy programu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości: „Wykształcenie ogólne musi być istotnie ogólne, co oznacza odejście od skrajnego profilowania, które wprowadzono w ostatnich dziesięcioleciach. Wprowadzony przez resort oświaty pomysł, by młody człowiek profilował swoją drogę edukacyjną w wieku 15, czy 16 lat był niedorzeczny,
a nade wszystko szkodliwy.”



Dyskusje
7 komentarze/y

Dariusz Gardyński, 1 wrzesień 2017

Powrót do rzeczywistości

 

Jest jeszcze czas, aby zrealizować zapisy programu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości: „Wykształcenie ogólne musi być istotnie ogólne, co oznacza odejście od skrajnego profilowania, które wprowadzono w ostatnich dziesięcioleciach. Wprowadzony przez resort oświaty pomysł, by młody człowiek profilował swoją drogę edukacyjną w wieku 15, czy 16 lat był niedorzeczny,a nade wszystko szkodliwy.”

Jeśli za rządów PO szło wszystko w kierunku profilowania, a za PiS na odwrót, to ja chodziłem do niepolskiej szkoły... Liceum były i pewnie nadal są totalnie ogólnikowe, oderwane od wszystkiego. Czasem tylko jakiś nauczyciel próbuje umiejscowić jakoś wykładaną wiedzę w życiu i pokazać po co to komu i do czego. Jeśli chodzi o studia (PW) to profesorowie sami mówią, że uczą wszystkiego, bo to właśnie ogólnie rozwija człowieka. Gratuluje więc rozeznania...

Ponadto podstawa programowa napisana jest nie w podziale na klasy, lecz na cały etap kształcenia. Taki zapis powoduje, że nie da się wprowadzić korelacji między przedmiotami. Autorzy programów nauczania i podręczników będą decydowali, jakie tematy będą realizowane w poszczególnych klasach.

Moim zdaniem, wyznaczanie korelacji w ogóle nie powinno być rolą państwa. Oczywiście ma to pewien sens, ale jednocześnie ogranicza kreatywność nauczycieli, szkół itd. i narzuca jedynie słuszne myślenie. Podział na klasy niczego zresztą nie zmienia. Prosty przykład - materiał z j. polskiego jest przesunięty o pół roku względem historii. Efektywne pokazanie korelacji i przekazanie wiedzy spada do minimum. Ta praktyka jest nagminnie stosowana również na studiach.

Podstawa programowa zapisana jest w postaci efektów kształcenia (czynności przewidzianych do opanowania przez ucznia: uczeń... dostrzega, rozróżnia, znajduje, wyjaśnia, stosuje…). Ujęcie wyłącznie ”czynnościowe” fragmentaryzuje materiał treściowy, utrudnia jego syntezę i wykorzystywanie przez uczniów w sytuacjach pozaszkolnych. Zawęża horyzont poznania.

Jakiś bełkot. Logiczne myślenie to też pewna czynność/umiejętność. Syntetaza tak samo. Twierdzenie, że tego miałoby nie być jest równoznaczne z nie nauczaniem. Pretensje to można mieć do "piaskownicy" w której uczeń ma używać/testować swoją wiedzę.

Na koniec - śmietanka:

Dobre wykształcenie ogólne, nie profilowane, jest dla młodego człowieka niezbędne. Pozwala, w razie potrzeby, na łatwiejsze przekwalifikowanie się, co jest wymogiem obecnych czasów.

Jeśli skończyła Pani przed chwilą LO, to to co dalej napiszę, nie jest dla Pani. Zwyczajnie nie będzie efektu. Dlatego proszę to testować na osobach, które ukończyły LO przynajmniej 4 lata temu.

Proszę wymienić sobie tematy o jakich uczyła się Pani/Państwo w LO. Z każdego przedmiotu... Następnie proszę wziąć podręcznik i przekonać się, że nie pamiętacie nawet 1 klasy LO. Na końcu przetestujcie to znajomych. Efekt będzie taki, że zdecydowana większość z nas jest głupia i niedouczona, bo nie pamiętamy tej podstawowej wiedzy. Jak więc żyjemy? Cud? Nie... Do większości zawodów, wiedza jaka jest potrzeba, to wiedza specjalistyczna, a nie ogólna + to co napisał @Jakub Leja. Ba! Jestem skłonny powiedzieć, że żadna wiedza poza tym co @Jakub Leja napisał nie jest potrzebna do życia. Wiedza ogólna nijak pomaga w przekwalifikowaniu się. Wiedzę ogólną mylnie utożsamia się z tymi o których pisał, a jakże, @Jakub Leja. Prosty przykład - nauczyciel j. polskiego przekwalifikowuje się na nauczyciela matematyki. W czym mu pomoże wiedza z biologi? W niczym. Ba! W czym pomoże wiedza z biologi w przekwalifikowaniu się z programisty na biotechnologa? W niczym, bo ta wiedza jest nic nie warta, ogólnikowa, spłycona, niepełna i do tego prawie nic się z niej nie pamięta. LO moim zdaniem powinno rozwiać umiejętności o których pisał @Jakub Leja. Jaką wiedzę będziemy przy okazji zdobywać, nie ma znaczenia, ale skoro już jakąś przyswajamy, to dobrze by była ona jak najbardziej praktyczna. Praktyczna, nie musi być "płytka". Np. wolałbym więcej o historii współczesnej niż o Egipcie... Więcej czasu przeznaczyć na prawo rzymskie i jego ewolucję do naszego wraz z analizą aktualnego niż drążenie tematu o kolejnych bitwach za czasów persów. Itd. itd. Zasada jest dziś prosta - analiza i nauka przeszłości/podstaw podstaw i minimalne lub brak aktualnych tematów licząc, że uczeń sam sobie to zrobi, skoro ma już taaaaką wielką wiedzę... Nie, nie zrobi i nie będzie miał pojęcia jak żyć dziś. Krótko mówiąc - zachęca Pani do jeszcze większego oderwania od rzeczywistości :/.