Gender w edukacji i nauce

Autor: Zbigniew Barciński
21 czerwiec 2017 / EDUKACJA I NAUKA

Zbigniew Barciński

GENDER W EDUKACJI I W NAUCE

 

Czego zwolennicy gender chcą w edukacji i w nauce? Popatrzmy najpierw na to, co oni sami mówią nam na ten temat.

 

Przede wszystkim mówią nam, że w szkołach trzeba walczyć z dyskryminacją – między innymi ze względu na orientację seksualną. Dlatego proponują szkołom różnego rodzaju szkolenia czy wprowadzanie kodeksów równego traktowania z takim zapisem. Chcą walczyć z dyskryminacją ,czyli z krzywdzącym i poniżającym traktowaniem osób, które są homoseksualne, biseksualne, transseksualne czy interseksualne. Mówią, że w szkołach są takie osoby, że jest ich dużo i że są prześladowane ze względu na swoją orientację seksualną. Mówią, że trzeba zjawisko dyskryminacji wyeliminować ze szkół, bo to prowadzi do cierpienia, a nawet do samobójstw uczniów.

 

Mówią nam też, że gender to jest nauka. Że naukowa jest idea: można wyjść poza stereotyp bycia mężczyzną lub kobietą i płynnie wybierać z wielu możliwości różne tożsamości płciowe – to jest nauka. Że naukowa jest idea:  równie dobrą rodziną, a nawet lepszą od naturalnej rodziny tworzonej przez ojca i matkę, jest związek dwu mężczyzn wychowujący dziecko. Mówią nam, że są to tezy nauki, bo jest przecież na studiach jest kierunek gender studies, bo jest publikacja „Encyklopedia gender”, bo są specjaliści od gender z tytułami profesorskimi, bo Judyta Butler, autorka kluczowych prac na temat gender, jest honorowana przez liczne uniwersytety na całym świecie.

Zwolennicy gender chcą zatem szkoły bez dyskryminacji. Chcą też uznania, że przyjęte przez nich idee mają charakter naukowy.

 

Przyjrzyjmy się tym deklaracjom bliżej. Wyobraźmy sobie, że zwolennicy gender swoje cele osiągnęli. Że w szkołach (i przedszkolach) nie ma dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Że idee gender są powszechnienie uznane jako naukowe. Wyobraźmy sobie, jak to w praktyce by wyglądało.

 

Likwidacja dyskryminacji ze względu na orientację seksualną miałaby miejsce w edukacji dopiero wtedy, gdy dzieciom już od przedszkola korygowano by powszechne przekonanie, że ludzie to mężczyźni i kobiety i że tacy się po prostu rodzimy – bo to powszechne przekonanie to zniewalające narzucanie stereotypowych ról przez społeczeństwo. Koniec dyskryminacji byłby wtedy, gdy od małego prostowano by dzieciom przekonanie, że mężczyźni poślubiają kobiety – bo przecież związki mogą być jednopłciowe lub wieloosobowe. Konieczne byłoby też zlikwidowanie w przedszkolach uroczystości typu „Dzień Mamy”, Dzień Taty” – bo utwierdzają dzieci w szkodliwych stereotypach, skoro może być dwóch ojców albo trzy mamy.

 

Uznanie, że tezy gender to tezy nauki prowadziłoby do paradoksalnej sytuacji. Postawmy sobie najpierw pytanie – czy można krytykować tezy naukowe? Oczywiście! Więcej – bez krytyki nie ma nauki. Bez ciągłego sprawdzania podstaw, bez kwestionowania dotychczas przyjętych rozwiązań, bez sprawdzania wartości argumentów za i przeciw danej tezie – bez tego wszystkiego nie ma nauki. Zapytajmy teraz – czy według zwolenników gender można krytykować ich tezy? Patrząc na publiczną aktywność zwolenników gender z tytułami profesorskimi, taka krytyka jest absolutnie niedopuszczalna. Kto krytykuje tezy gender – te przykładowo wymienione wyżej czy szereg innych – jest „homofobem” i jest „nietolerancyjny”. Krytyka gender to „totalitarna” chęć podporządkowania ludzi „heteronormatywności” i „mowa nienawiści”. „Homofobię” należy leczyć, a nie dyskutować z osobami, które mają jej objawy. Tym, którzy szerzą nienawiść, nie należy odpowiadać na zarzuty, tylko ograniczać możliwość uczestniczenia w życiu publicznym. Konsekwencją uznania gender za naukę byłaby więc zmiana samego rozumienia nauki. Z nauki trzeba by wtedy wyeliminować myślenie, analizowanie, stawianie hipotez, prowadzenie eksperymentów, argumentowanie i krytykę. Nauka stałaby się miejscem bezkrytycznego uznawania tez, których nie można kwestionować ze względu na możliwą „diagnozę” zwolenników gender, że to „homofobia” czy „mowa nienawiści”. 

 

Zwolennicy gender mówią, że chcą od nas tak niewiele. Mówią, że chcą tylko, aby w szkołach nie było dyskryminacji i że ich idee są uprawnione w świecie nauki. Mówią, że nikomu w ten sposób nic nie zabierają, że to nas nic nie będzie kosztowało. A świat będzie lepszy i bardziej sprawiedliwy.

 

Zwolennicy gender nie mówią nam prawdy. Chcą radykalnej przebudowany świata i zniszczenia tego, co stoi im na przeszkodzie – tego, co nazywamy cywilizacją łacińską czy kulturą zachodnioeuropejską, która chroni takie wzory normatywne jak monogamiczne małżeństwo mężczyzny i kobiety czy naturalną rodzinę tworzoną przez ojca i matkę. Chcą zniszczenia nauki i wolności badań naukowych. Publicznie nam o tym nie mówią, ale obserwacja tych miejsc, gdzie zaczynają mieć wpływy polityczne, daje na to wiele przykładów.



Komentarze EKSPERTÓW


Brak wyników.

Polecane wątki