Firmy rodzinne

Autor: Inicjatywa Firm Rodzinnych
10 czerwiec 2017 / TEMATY RÓŻNE

 

Firma rodzinna to zjawisko bardzo powszechne, ale niezbyt znane. Brzmi to dosyć paradoksalnie, ale właściciele firm rodzinnych często  nie zdają sobie sprawy z charakteru swojej działalności. Istnieje kilka definicji takiego przedsiębiorstwa. Podstawowa zakłada, że gdy  51% własności należy do jednej rodziny i co najmniej dwóch jej członków pracuje w firmie, to jest to działalność rodzinna. Z kolei potoczne rozumienie firmy rodzinnej odnosi się do firmy wielopokoleniowej. Biznesy rodzinne to zasadniczo przedsiębiorstwa i duże, i małe, reprezentujące każdą branżę i  każdy region.  Muszą jednak posiadać jedną ważną cechę, która odróżnia je chociażby od firm lokalnych. Mają mianowicie stworzony, mniej lub bardziej świadomie, mit założycielski. Czy firma rodzinna to jednak coś więcej niż zwykła firma? Czy ma ona jakąś przewagę na rynku? Stowarzyszenie, w którym jestem – Inicjatywa Firm Rodzinnych, stara się budować świadomość wyjątkowości tego modelu.

Nasza misja polega na tym, aby uzmysłowić ludziom, że i pracodawca, ale również pracownicy i ci którzy korzystają z dóbr firm lokalnych, to jeden organizm.  Mogą być różne interesy, ale nie możemy zapominać o tym, że jako społeczeństwo lokalne stanowimy wspólnotę. Tak jak wspólnotę stanowi rodzina.

Nie jest to niestety częste, ale są takie społeczności, gdzie firmy rodzinne, zamiast prowadzić wyniszczającą rywalizację rynkową, wolą ze sobą współpracować Pragniemy być ruchem, który spowoduje zmiany w naszym kraju. Zależy nam na uproszczeniu przepisów, zmianie ich na bardziej racjonalne i sensowne. Dążymy też do tego, aby interpretacja przepisów była zgodna z interesem naszego kraju, interesem naszych społeczności lokalnych. Niepozorna, drobna przedsiębiorczość lokalna to potęga, która produkuje prawie połowę produktu krajowego i wpływa stabilizująco na gospodarkę!

Rodzinność w firmie to bardzo duży atut, ponieważ członkowie rodziny pracują na swoim, nie liczą czasu i pieniędzy, są lojalni, można na nich zawsze liczyć. Z drugiej strony w grę wchodzą emocje i kłótnie rodzinne. Wszystko to automatycznie przekłada się na firmę. Mówi się w naszym środowisku, że dobra firma to dobra rodzina. Jeżeli rodzina nie potrafi zapanować nad emocjami, jeśli jej członkowie kłócą się, wzajemnie podejrzewają, są wobec siebie zawistni i nie pracują zgodnie, to taka firma się rozpadnie.

Nie chcemy, kładąc akcent na firmy rodzinne, dyskwalifikować pozostałych. Raczej akcentujemy fakt, że firma rodzinna to sposób na życie. Za pośrednictwem familijnego biznesu można przecież wypracować sobie emeryturę, zadbać o miejsce pracy dla swoich bliskich oraz, jeżeli nasza firma jest osadzona w społeczeństwie lokalnym, zadbać o to, aby dobrze funkcjonować w danej społeczności. Myślę, że gdyby się udało taki sposób gospodarowania upowszechnić, to miałoby to kolosalne znaczenie dla naszego kraju. Są tezy, ich głównym promotorem jest Prof. Czapliński, mówiące o tym, że podstawową przeszkodą w rozwoju gospodarczym Polski jest brak zaufania. To samo dotyczy rozwoju społeczeństwa lokalnego. Tymczasem w firmie rodzinnej ten zasób, kapitał zaufania wewnątrz, bez względu na posiadane środki finansowe, jest bardzo duży! Oczywiście możemy sobie wyobrazić i złe firmy rodzinne, które terroryzują społeczeństwo lokalne, opanowują wszystkie sektory rynku, nie dopuszczają innych. Mafia jest świetnym tego przykładem. My mówimy jednak o firmach rodzinnych, które przełamują barierę między rodziną a obcymi, gdzie pracownicy razem z właścicielami siadają do jednego stołu i są traktowani, jak część rodziny. Zwłaszcza, gdy taka firma rozwija się powolutku, od podstaw, jest to niezwykle istotne. Ktoś kto pracuje w społeczeństwie lokalnym i prowadzi produkcję przeznaczoną przede wszystkim dla sąsiadów, dla ludzi, którzy się wzajemnie znają, nie pozwoli sobie na zrobienie „bubla”. A nawet jeśli mu się coś takiego przytrafi, to reklamację przyjmie w pierwszej kolejności. I chodzi właśnie o to, aby mieć zaufanie klientów i pracowników, żeby budować środowisko zaufania, gdzie praca nie ogranicza się do etatu, ale jest jedną z podstawowych czynności gwarantując bezpieczeństwo pracownika i jego rodziny.

Firmy rodzinne mogą być także katalizatorem zmian prorodzinnych. Posiadanie więcej niż jednego dziecka ułatwia naturalną zmianę pokoleniową. Nie chodzi o to, żeby zmusić pierworodnego do przejęcia firmy, ale by zaszczepić w dzieciach pasję. Przedstawia się im także szereg innych korzyści, jak bycie niezależnym, posiadanie wpływów itp. Wiadomo, że im więcej ma się dzieci, tym znalezienie następcy jest łatwiejsze. Niektórzy eksperci ekonomiczni mówią wprost: chcecie poprawić w Polsce sytuację gospodarczą – róbcie dzieci!  I to są absolutnie podstawowe, najważniejsze kwestie!

Warto wreszcie pochylić się nad bezrobociem, które jest podstawowym problemem społecznym. Można go o wiele szybciej i efektywniej rozwiązać, kładąc nacisk na rozwój firm krajowych, rodzinnych i lokalnych, niż dając ulgi kapitałowi zagranicznemu. Mówi się, że kapitał zagraniczny tworzy ileś miejsc pracy. Do Polski wchodzi obca firma, daje ogłoszenia, przedstawia lukratywne warunki i tworzy, hipotetycznie, 1000 miejsc pracy. Ale nie mówi się przy tym, ile małych firm upada, gdy dochodzi wtedy na przykład do transferów personalnych. W społeczności lokalnej, najłatwiej i najrealniej można zobaczyć ekonomiczną rzeczywistość.

Naszym długofalowym celem jest promowanie biznesu  odpowiedzialnego za rodziny, za społeczeństwo. Ponad 50% miejsc pracy (!) zostało stworzonych przez te maleńkie, lokalne czy też rodzinne firmy. To nie są „złodzieje i wyzyskiwacze”, ale ludzie, którzy potrafią podjąć ryzyko i z pełnym poświęceniem prowadzić swoje przedsięwzięcia.

Wielu polskich przedsiębiorców rejestruje swoje firmy w Anglii. Dlaczego? Zgoła odmiennie wygląda tam kontrola skarbowa. Urzędnicy przychodzą doradzać przedsiębiorcy, jak prowadzić biznes w zgodzie z przepisami. Zdają sobie sprawę, że im bogatsze są firmy, które kontrolują, tym bogatsze jest społeczeństwo. Rozwój firm leży w interesie społeczeństwa. W Polsce się tego nie rozumie. Nasi przedsiębiorcy mają wrażenie, że są ścigani przez urzędy, traktowani jak ludzie nieuczciwi, a jeszcze nie cieszą się sympatią społeczeństwa.

Nasuwa się wniosek, że najważniejsze jest nastawienie do biznesu. Nie wyobrażam sobie, aby mogły funkcjonować przepisy ograniczające rozwój przedsiębiorczości, gdyby nie panował sprzyjający tym aberracjom  klimat społeczny. Społeczeństwo najzwyczajniej nie uświadamia sobie, jaki jest jego interes, jest wodzone za nos przez różne partie polityczne. Ogromna dysproporcja między kapitałem zagranicznym a krajowym sprawia, że w gruncie rzeczy jesteśmy krajem kolonialnym. Ostatnio jednak słychać coraz odważniejsze wypowiedzi, zarówno ze strony polityków, jak i samych przedsiębiorców,  o groźbie poważnego kryzysu.

Gdy przekraczamy mury firmy z tradycjami, to czujemy przestrzeń i powagę przeszłości. Wnoszą w przestrzeń publiczną atmosferę zwyczajnej życzliwości, szacunku, którymi człowiek powinien darzyć drugiego człowieka. W ten sposób postępuje budowa środowiska klientów na przyszłość. Tu liczy się kapitał społeczny, czyli to czego nie można kupić.

 Firmy rodzinne mają większą szansę na przetrwanie, bo nie patrzą na szybki zysk, lecz starają się budować tradycję i przekazywać ją kolejnym pokoleniom. Dla kogoś, kto przyszedł znikąd, szybki interes to bardzo łakomy kąsek, ale nie dla firmy, która musiałaby narazić swoją markę, swoje dobre imię, która dawno temu zapuściła korzenie lub zaczyna świadomie je zapuszczać. Wielu cenionych przedsiębiorców zwraca uwagę, że tylko trzymanie się wartości takich jak uczciwość, rzetelność i zwykłe dobro buduje interes.

Są takie branże, gdzie rodzinność się szczególnie sprawdza. To chociażby branża cukiernicza, piekarska, hotelarska, restauracyjna, to sklepiki spożywcze i rzemiosło. Trzeba również pamiętać o działalności rolniczej, choć oczywiście mamy tu do czynienia z nieco inną specyfiką.

Środowisko  firm rodzinnych to proces, który dopiero się rozpoczyna. Chciałbym, aby zachodził oddolnie i spontanicznie, bez jakiejś szczególnej strukturyzacji. Dlatego tyle mówię o społecznościach lokalnych, które mają zdolność samoregulacji. Zależy nam na tym, aby te społeczności ożywiać i że później będą już one działać samoistnie.

Kilka lat temu z naszej inicjatywy przeprowadzono rozmowy z czołowymi publicystami ekonomicznymi. Pytaliśmy ich o firmy rodzinne, o to czy ta kategoria jest do czegoś w ogóle potrzebna. Początkowo odpowiadali, że nie. Jednak gdy padły bardziej szczegółowe pytania, zaczęli zmieniać zdanie, uznali, że firma rodzinna ma przewagę na rynku, zwłaszcza w wymiarach wiarygodności i lepszego odbioru społecznego.

 Wolność, którą odzyskaliśmy po 1989 roku była w gruncie rzeczy wolnością straszną, ale prawdopodobnie nie mogło być inaczej. Mam nadzieję, że po tych 25 latach, ludzie zaczną dostrzegać, że to wartości tworzą podstawy i dają pewność, a nie materia, która jest przemijająca. Mamy realną szansę w kraju, w którym kiedyś bardzo dumnie brzmiało słowo „solidarność” przywrócić porządek wartości i wspólnotę rodaków. Uczynimy to może nie jakimś efektownym skokiem przez płot, ale mozolną pracą ludzi, którzy są odpowiedzialni za swoje rodziny i rodziny pracowników, solidarnością w społeczeństwach lokalnych oraz współpracą i zaufaniem.

 

Jakub Bułat

członek Rady Programowej przy prezesie honorowym Andrzeju Blikle

Inicjatywa Firm Rodzinnych
jakub@tarabuk.pl

www.tarabuk.pl

 

 



Dyskusje
3 komentarze/y